Wstrzymać się?

11 stycznia 2018 Blog

Praca polityka, czy to miejskiego radnego czy to senatora czy to posła, sprowadza się ostatecznie do jednego. Do wciśnięcia przycisku i podniesienia ręki podczas głosowania. To jest ten moment, dla którego ktoś zostaje politykiem, a wszystko inne jest tylko dodatkiem. Dlaczego więc tak często i tak wielu wybiera wstrzymanie się od głosu czy nawet udawanie nieobecności?

Okazja do pytania podwójna, chociaż już wcześniej mnie to zastanawiało. Po pierwsze sprawa lokalna: sesja Rady Miasta Katowice w sprawie złożenia skargi na zarządzenie Wojewody o zmianie nazwy placu. Kilku lokalny radnych, pomimo wielokrotnego zabierania głosu na sali ale i w mediach, postanawia wstrzymać się od głosowania. Po drugie: sejmowe głosowanie w sprawie obywatelskich projektów dotyczących prawa aborcyjnego i nagłe „zniknięcie” kilku posłów z sali. Nagle w ważnych sprawach, politycy stwierdzają, że „przeczekają ten temat” i tak oto proszę Państwa powstaje nasze prawo, tak podejmowane są decyzje w naszym kraju. To wyjaśnia dlaczego ten kraj wygląda jak wygląda.

W zasadzie pod podane przykłady można podstawić dowolne głosowanie przeprowadzone w historii naszego Sejmu i szybko okaże się, że takich w których nikt się nie wstrzymał jest niewiele, a takich przy pełnej obecności pewnie jeszcze mniej. Rzucam wyzwaniem, może ktoś takie pamięta? Bo przeglądając jakieś strategiczne głosowania z ostatnich miesięcy nie znajduję takowych.

Rozumiem, że podczas rozmów na ulicy lub medialnych sporów można mieć wątpliwości, można unikać jednoznacznych odpowiedzi, ale w momencie kiedy zasiada się do głosowania to sprawa powinna wyglądać inaczej. Szczególnie po wielomiesięcznej kampanii wyborczej, w której walczy się właśni o to by móc reprezentować wyborców i PODEJMOWAĆ decyzje.

Nawet jeżeli jakiś poseł nie zna się na danym zagadnieniu (oczywiste, że każdy ma swoje tematy) to po to jest partia, żeby mu wyjaśnić co i jak, a w skrajnych przypadkach powiedzieć jak zagłosować. Bo partie nie powinny być jedynie organizacjami służącymi do przeprowadzania kampanii wyborczych. To mają być dobrze naoliwione organizmy, który ułatwia współpracę polityków miedzy sobą, ale i z ekspertami. Obserwując działania polskich polityków na wszystkich szczeblach – niewielu to rozumie.

Wiem, że świat nie jest zero jedynkowy (pisałem zresztą o tym niedawno), ale akurat tworzenie prawa to miejsce, gdzie trzeba się opowiedzieć, negocjować kompromisy i szukać rozwiązań, jeżeli nie satysfakcjonujących, to chociaż tymczasowych. No bo jeżeli podczas takiego głosowania nad budżetem pada pytanie czy dajemy pieniądze na to czy na tamto – to w teorii nie powinno być odpowiedzi innej niż: tak lub nie. Podobnie powinno wyglądać głosowanie w sprawie wyboru Marszałka czy decydowaniu o handlu w niedziele. Praktyka okazuje się inna, a „wstrzymuje się” to takie ładne powiedzenie wyborcom, że ten temat ma się w głębokim poważaniu, że nie znalazło się chwili, żeby zapytać kolegów o co chodzi w danej sprawie, że brakuje odwagi do podejmowania decyzji.

To cudownie rozleniwiające narzędzie – wstrzymać się. Ciekawe czy ci sami politycy potrafią wstrzymać się przy pobieraniu wypłaty za swoją ciężką pracę. Wstrzymam się od dalszego komentarza.

Podobało się? Podaj dalej »

Nazywam się Sebastian Pypłacz, piszę z perspektywy mieszczucha, który interesuje się zarówno kulturą, jak i polityką. Staram się pokazywać, że oba te tematy nie są niczym tak strasznym ani nudnym, jak wielu sądzi.