Wpis podwyższonego ryzyka

11 sierpnia 2017 Blog

Od miesięcy kolejni przedstawiciele rządu, ze wskazaniem na ministra Błaszczaka, mówili o zagrożeniach bezpieczeństwa podczas Przystanku Woodstock. Teraz okazuje się, że pomimo tych ostrzeń, do pracy przy festiwalu zaciągnięto mniej policjantów, niż przy uroczystości religijnej w centrum Warszawy.

Gdybym był złośliwy to powiedziałbym, że kolejna miesięcznica, która oczywiście jest uroczystością religijną, a nie politycznym wydarzeniem, miała zbyt dużą państwową ochronę, ale nie jestem. Rozumiem, że miesięcznica jest zagrożona wieloma niebezpiecznymi zdarzeniami. Wiecie, chociażby tym, że Jarosław Kaczyński mógłby spotkać suwerena, który na niego nie zagłosował. To mogłoby być szokujące zderzenie z rzeczywistością. Dlatego polska policja musiała rozdzielić krakowskie przedmieście barierkami, a protestujących trzeba było zasłonić banerami. Co z oczu to z serca.

Rodzi się jednak inne pytanie. Jeżeli minister Błaszczak i jego podwładni wyliczali tyle potencjalnych zagrożeń, które mogą mieć miejsce podczas Przystanku Woodstock, a następnie oddelegowano tam o wiele mniej policji niż na wspomnianą miesięcznicę. To czyja to wina? Dlaczego – głównie młoda – publiczność festiwalu została wystawiona przez nasze służby na takie niebezpieczeństwo? Czy minister Błaszczak wyciągnie z tego konsekwencje albo chociaż jakieś wnioski? Bo po tak mocnych słowach i jak widać o wiele mniejszej, niż możliwa, ochronie – jedną z tych opcji trzeba wybrać.

Tyle było mówienia o potencjalnych zamachach terrorystycznych, masowej sprzedaży narkotyków i licznych przestępstw różnego kalibru, a tu nagle podczas krótkiego przemarszu kilku rozmodlonych i pogrążonych w żałobie polityków z kościoła pod Pałac Prezydencki jest więcej policjantów. Rozumiem, że ewentualne zablokowanie trasy owego marszu, jak widzieliśmy w poprzednich miesiącach, lub wygłaszanie niepochlebnych komentarzy (w stronę polityków), zostało potraktowane jako większe zagrożenie niż ewentualny atak terrorystyczny na polską młodzież? No niefajnie panie ministrze. Niefajnie.

Przypomnijmy Przystanek Woodstock gromadzi kilkaset tysięcy osób na kilkuset hektarach, a na miesięcznice stawia się – w tej skali – zaledwie kilka tysięcy, a całość rozgrywa się na jednej ulicy w centrum miasta.


Zdjęcie dzięki uprzejmości Rock’n’Blond.

Podobało się? Podaj dalej »

Nazywam się Sebastian Pypłacz, piszę z perspektywy mieszczucha, który interesuje się zarówno kulturą, jak i polityką. Staram się pokazywać, że oba te tematy nie są niczym tak strasznym ani nudnym, jak wielu sądzi.