Wojciech Kucharczyk: wszystko jest przecież takie proste

6 sierpnia 2016
Wywiady

Wojciech Kucharczyk, siła sprawcza wydawnictwa Mik Musik i niezliczonych projektów artystycznych, swój nowy album zatytułował Utracone ambicje. Rozmawiamy o tym co stracił i czy było warto.

Lepiej się tworzy bez żadnych ambicji?

Wojciech Kucharczyk: Tego jeszcze nie wiem, nie do końca. Chyba można też tworzyć z ambicjami, potem je stracić i wydać ludziom muzykę już bez – na luzie i bez ciśnienia. Ważne, że ciągle jeszcze różnie może być.

Kilka lat temu grałeś z rozbudowanym składem muzyków, wydawałeś płyty wielu projektów, organizowałeś koncerty – było Cię wszędzie pełno. Teraz jakby mniej Cię widać, ale jesteś i nadal aktywnie działasz. To była ambicja pod tytułem: zostanę poważnym Panem Wydawcą czy może próba wejścia do głównego nurtu z – bądźmy szczerzy – dość niekonwencjonalną muzyką?

To nie była ambicja, tylko próba i eksperyment, który do pewnego momentu się udał. Tylko jak już byliśmy w tym kontekście daleko, to okazało się, że żeby iść dalej trzeba zmienić zasady gry, stać się gruboskórnym, żeby nie powiedzieć cynicznym, destylować zawartość artystyczną, polerować i udawać. Mejnstrim ma swoje prawa – nie chciałem w to grać. No i jak powiedziałem, to był eksperyment: socjalny, estetyczny. Test tego co da się wytrzymać, ile i jak długo.

To było wszystko bardzo pouczające i wiele się dowiedziałem, również o sobie. Lekkie schowanie się po tym wszystkim przyszło naturalnie i było wynikiem zmęczenia lub rozczarowania. Potem zacząłem pracę nad odświeżeniem. Zmieniłem strategię i generalnie nie narzekam. Dzieje się inaczej, ale dobrze, na innym poziomie, być może mniej widzialnym dla szerszej publiczności, ale chyba jednak o wiele poważniejszym.

Mam swoje lata i czas wyciągnąć wnioski – dostosować potrzeby do możliwości, a możliwości do okoliczności. Działanie nawet w niszowej części szołbiznesu jest bardzo wymagające i często totalnie niewdzięczne.

Często wypowiadasz się na temat tego jak funkcjonuje przemysł muzyczny i najczęściej są to dość gorzkie słowa. Pamiętasz co było punktem krytycznym, który zmusił Cię to powiedzenia: „hej, coś jest tu nie tak”?

Takim punktem krytycznym było wejście w ten świat. Może nawet dlatego w niego wszedłem, żeby go zmienić. Ale już nie mam takich ambicji, bo dojrzałem. Przede wszystkim chciałbym swoją działalnością nikogo nie krzywdzić. A najlepiej jest kiedy czuję, że publiczność po koncercie jest szczęśliwa, że doznali radości. Przy płytach trudniej jest to odczuć, ale na koncertach zdarza się to ostatnio regularnie, więc jestem zadowolony.

Nie mam już ochoty wypowiadać się w imieniu całej „sceny“. Tak naprawdę to nie wiem czy mam coś mądrego obecnie do powiedzenia i może to jest właśnie początek prawdziwego punktu krytycznego. Może powinienem mniej naciskać, lżej wszystko traktować i mniej zdrowia tracić. Może, zobaczę.

Ta nowa płyta to przypadkowa ciąża?

Nie, nie miewam przypadkowych ciąż. I nie wierzę w przypadki. Innymi słowy jest to materiał koncertowy zrobiony po albumie Brak, którego nie dało się na żywo zagrać. Przed moim występem na festiwalu Unsound w Kirgistanie przysiadłem do nowych, bardziej grywalnych rzeczy. Dokończyłem je przed koncertem na słowackiej Pohodzie i uznałem, że są już na tyle ograne i sprawdzone w warunkach polowych, że można je pokazać w ujęciu studyjnym.

Widzę ten materiał jako prostą kontynuację poprzedniego albumu, ale również jako jego zaprzeczenie, bo chyba tamten sobie zbyt ambitnie, wielokoncepcyjnie wymyśliłem i niestety nie został zrozumiany. A ja lubię się zabawić – głównie mam tu na myśli zabawy estetyczne. Czasem zrobić prostą i szybką rzecz jest trudniej niż wiekopomne dzieło.

Ciekawe jest to, że tak dużo mówisz o odbiorcach twojej muzyki. Ciekawe, bo wielu muzyków, tworzących „łatwiejsze” rzeczy, powtarza, że tworzy przed wszystkim dla siebie. Gdyby nikt nie słuchał, to byś nie grał?

Dla siebie tworzą? Kłamią chyba, to jakaś dziwna poza. Jasne, czasem gra się dla siebie, dla treningu, dla przyjemności, dla sprawdzenia nowych pomysłów, ale na pewno nie w momencie kiedy wydaje się to na płycie. Dla mnie ważny jest komunikat, albo inaczej, szerzej mówiąc komunikacja, muzyka to moja rozmowa z życiem, ze światem, innymi ludźmi i być może, czasem się o to podejrzewam, że to jedyny sensowny sposób w jaki potrafię się z innymi skomunikować – powiedzieć wszystko co mam o sobie do powiedzenia. I owszem, często nie jestem, nie mogę być zrozumiany, zrozumiały. Z obydwu stron potrzebna jest przychylność, a tej często brakuje.

Wkurza mnie, gdy ktoś mówi o tym co robię, że jest hermetyczne. NIE JEST. Jest wymagające, potrzebuje skupienia czy może nawet wiedzy, ale jest dla każdego kto chce mnie chwilę posłuchać. W zasadzie niczego innego nie oferuję.

Dlatego tak często wydaję płyty, żeby mój dialog był systematyczny. Wydawałbym częściej, ale ludzkość nie ma aż tyle wolnego czasu, żeby cudzych wynurzeń słuchać. Szczególnie kogoś kto nie jest wyhajpowaną gwiazdą i mówi szczerze – prawdę mówi.

Na Facebooka wrzucasz często zdjęcia basenów z różnych mniej i bardziej egzotycznych miejsc. Znalazłeś już ten idealny?

Już nie wrzucam, a na pewno o wiele rzadziej. Szkoda wody. Zresztą kogo stać na naprawdę porządny basen – tę kasę poza tym wypada dać potrzebującym bo ich jakby przybywa. Ja nie gonię za luksusem, raczej go wyśmiewam. Baseny towarzyszyły jako specyficzny symbol płytom: Best Fail Compilation i Demon techno w okularach. Do basenu można wpaść na imprezie i będzie z tego śmieszny filmik na YouTube lub fake-ibiza, palemki i tańce na brzegu, endless summer i niespełnione marzenia, które tak naprawdę są marzeniami innych.

Ale mam też symbole, metafory i przenośnie niezmienne, ale dotyczą raczej natury – fauny i flory. Przyroda zawsze wygra i nie muszę brzmieć eko, jeśli powiem, że to jedyna rzecz na świecie, którą w stu procentach podziwiam, chcę być jej częścią. Cywilizacja jest absolutnie rozczarowywująca, przyroda ani trochę, nigdy i na zawsze. Chcę żeby moje płyty były jak bluszcz. A jak mi się już ostatecznie nagrywanie muzyki znudzi, to zajmę się ogrodem na pełen etat.
To wszystko jest przecież takie proste.


Wojciech Kucharczyk od wielu lat stara się złamać granice i podziały w sztuce. Ma na koncie kilkadziesiąt płyt, wiele wystaw, książki, albumy i mnóstwo innych projektów. Od 1995 prowadzi wydawnictwo Mik Musik.

Grał w zespołach The Complainer, Mołr Drammaz, Retro*Sex*Galaxy, Pathman, Go Underground To See More Animals, HWDJazz, współtworzył także z Felixem Kubinem TerriTerrorTorium. Od początku 2013 występuje solowo pod własnym nazwiskiem. Koncertował w wielu europejskich miastach, ale także w Nowym Jorku, Atlancie, Miami, Mexico City.

Od 2014 zajmuje się także muzyczną działalnością kuratorską, m.in cykle GRA/GRA/nica w Cieszynie, scena Carbon (Atlantis/Central/Continent) FTNM Katowice, ArtMeetings Kijów (UA) i inne.