Ty polityku!

30 października 2018
Blog

Największą obelgą jaką używają wobec siebie różne środowiska miejskich aktywistów, społeczników i działaczy organizacji pozarządowych jest zwrot: „jesteś politykiem”. To właśnie niechęć do polityki i bycia politykiem – jest głównym powodem porażki miejskich aktywistów w ostatnich wyborach samorządowych.

Dlaczego ruchy miejskiej są na przegranej pozycji w starciu z partiami politycznymi lub lokalnymi samorządowymi ugrupowaniami? Bo brakuje im zaplecza. Nie wizji, siły, pomysłów, nawet nie pieniędzy, ale zaplecza właśnie. Od księgowych przez prawników po osoby, które po prostu kiedykolwiek zrobiły jakąś kampanię wyborczą i znają pułapki kodeksu wyborczego. Bo partie polityczne to nie jakieś upiorne instytucje nastawione na zysk, ale zaplecze z pełnym zestawem narzędzi, które nawet jeżeli nie są w pełni sprawne to napewno są.

Obserwując jak na miesiąc, dwa lub trzy przed kampanią wyborczą powstają komitety społeczników, miejskich aktywistów i innych bezpartyjnych działaczy, byłem pewien, że niestety większość z nich nie zrobi dobrego wyniku. Gdzie dobrym wynikiem jest wprowadzenie kogoś do rady miasta, a nie zrobienie zaskakująco dobrego wyniku, z którego nic nie wynika oprócz satysfakcji. Wybory, które nie kończą się wygraną są przegrane. Jak powiemy sobie to głośno to będziemy mogli z przegranej wyciągnąć wnioski. Jak będziemy udawać, że jest inaczej to niczego się nie nauczymy.

Jakiś rok temu liczyłem, że Kongres Ruchów Miejskich będzie takim zapleczem dla miejskich aktywistów, który da know-how i będzie zachęcał do budowania zaplecza. Skończyło się bardziej na platformie do rozmowy o problemach i zastanawianiu się kto może ruchem miejskim być a kto nie. Zresztą po wyborach ta rozmowa nadal trwa, z dodatkowym wątkiem biednych społeczników, których pokonały partie polityczne. Może ktoś w końcu zapyta: czemu pokonały?

My w Katowicach trochę zaryzykowaliśmy, idąc w kontrze do tego co środowiska miejskich aktywistów robią w innych miastach i postanowiliśmy wejść do Koalicji Obywatelskiej i jasno powiedzieć – tak miejski aktywizm musi skończyć się polityką. Bo polityka to realne działanie i realne narzędzia. Bo samorząd to polityka. Bo polityka to działanie dla jakiegoś celu, którym dla nas jest naprawienie naszych miast. Jasne możemy to robić w formule organizacji pozarządowych, ale skuteczniej działa się jako prezydent, radny czy poseł, a nie jako osoba, która może jedynie wywierać na nich presję. Zdawało mi się zawsze, że to banalnie proste i zrozumiałe dla każdego.

W Katowicach wprowadziliśmy do rady miasta bezpartyjnego Patryka Białasa, prezesa stowarzyszenia BoMiasto, ale także innych członków stowarzyszenia, którzy są także członkami partii (kilku). Dziś mamy 4 członków stowarzyszenia, na 28 osób, w radzie miasta. Wierzę, że wspólne działania w formule stowarzyszenia, jako miejskich aktywistów, także, jako społeczników, pozwoli im być świetnymi politykami. I żeby była jasność – jestem niemalże pewny, że gdyby startowali pod szyldem BoMiasto to wynik wyborów byłby dla nich negatywny.

Powiedzmy sobie szczerze – organizacje pozarządowe nie zrobią wszystkiego. Mogą prototypować, eksperymentować, wywierać naciski, organizować happeningi, manifestacje i protesty, realizować projekty, ba, pisać uchwały i ustawy, zbierać podpisy pod obywatelskimi projektami uchwał, ale ktoś je musi prędzej czy później przegłosować i podpisać.

Już czas, by miejscy aktywiści, społecznicy, działacze organizacji pozarządowych rozpoczęli kolejny marsz. Kolejne wybory za pięć lat. Z perspektywy partii politycznej – dopiero za pięć lat. Z perspektywy niezaprawionej w boju grupy społeczników – już za pięć lat.

Podobało się? Podaj dalej
»