Trzy powody, żeby wybrać się do kiosku?

15 lutego 2018
Blog

Kilkakrotnie pisałem tu o tym, jak bardzo kocham digitalne wersje wszystkiego (szczególnie ostatnio kiedy próbuje odkopać się z zalegających wszędzie przedmiotów), jak bardzo gazety codzienne, tygodniki opinii i wszelkie magazyny przespały internetową rewolucję, a tu nagle w ostatnim czasie zdarzyło mi się kupić trzy „nowe” tytuły. Przypomnę tylko, że w 2014 roku napisałem wpis o kilku magazynach, z których większość przestała się ukazywać – część całkowicie zniknęła z rynku, jeden tytuł przeszedł do sieci, a jeden nadal ukazuje się na papierze.

Napisałem „nowe”, bo: pierwszy to Przekrój ukazujący się (ponownie) już od roku, drugi to pierwszy numer polskiej edycji Vogue, a trzeci to Pismo, które jest mocno inspirowane genialnym The New Yorker. Krótko mówiąc – żadne z nich nie buduje bez fundamentów. Jednak na tym podobieństwa zdają się kończyć, bo redakcje tych trzech tytułów obrały całkowicie inne kierunki, pomimo tego, że profile ich czytelników mogą być momentami zbieżne.

Zacznijmy może od świeżyzny na polskim rynku, czyli od marcowego numeru Vogue Polska, o którego wydaniu wiecie pewnie z wpisów w mediach społecznościowych, bo zdaje się, że każdy kto choć trochę interesuje się modą, po pierwszy numer sięgnął. A jak już sięgnął to co dostał? A no dokładnie to co w każdej innej wersji Vogue (a przynajmniej w tych, które miałem okazje przeglądać), czyli właśnie dużo stron do przeglądania i zdawkową ilość tekstów. No, ale jeżeli kupujesz Vogue dla tesktów to robisz to źle, bo tak jak Biblie kupuje się dla tego co napisane, tak biblie mody kupuje się dla zdjęć. Głównym daniem jest sesja zdjęciowa Anji Rubik i Polski, która reprezentowana jest przez pierogi, pasztet, Lecha Wałęsę, pomnik papieża oraz kilku znanych polskich artystów. Pod względem wydania, na poziomie formy, jest to typowy Vogue, a pod względem treści? No jest czym oczy nacieszyć, a zdjęcia wcale nie są takie oczywiste i na poważnie, jak można by się spodziewać (chociaż okładka to jasno zapowiada).

Drugim tytułem jest Przekrój, którego reaktywowanego oblicza ukazało się już kilka numerów. Twórcy tej wersji tego magazynu, poszli w klasykę z nowymi dodatkami. Przy pierwszym numerze miałem problem z ilością starych materiałów (oczywiście świetnych, ale no lekko odstających od naszej współczesności), żerowaniem na tej klasyczności i historii magazynu oraz cholernie duży format, który wkurza mnie przy każdej stronie i minucie czytania. Na plus zaliczyć można oczywiście świetne felietony. I tak „nowy” Przekrój ukazuje się już od roku, a ja dalej mam z nim ten sam problem, mianowicie czuję się jakbym czytał czasopismo robione przez i dla fanów starego Przekroju (jako czytelnik załapałem się już na schyłkowy etap, ale też fanem jestem), a nie coś co mogłoby być kontynuacją tego genialnego pisma. Za dużo tu patrzenia wstecz.

Kiedy Vogue i Przekrój bombardują czytelnika treściami wszelakimi, redakcja kolejnego tytułu po prostu podaje dobrze wyselekcjonowane teksty i grafikę. Przez to Pismo nie jest może przesadnie grube, ale też trzeba zaznaczyć, że każda strona „dostarcza” w pełni. Formą może trochę przypominać tygodnik opinii, ale to całkowicie coś innego, bo jeżeli pojawia się tu polityka to opisywana z dość dalekiej perspektywy. A wisienką na torcie są tu opowiadania, pisane przez czołówkę polskich pisarzy. A przypomnijmy, że opowiadania zazwyczaj są – niesłusznie – traktowane w naszym kraju jako literatura drugiego sortu, którą trzeba ukrywać po czasopismach czytanych – w najlepszym przypadku – przez studentów polonistyki. Pismo jest stylowe, jest jakościowe i też jakby bardziej otwarte na to co nowe – chociażby pod względem technologicznym (część tekstów pojawia się w internecie w formie audio).

Teraz najważniejsze pytanie: co kupię w kiosku za miesiąc lub dwa? Nie wiem. Największe szanse ma Pismo, ale reszta pewnie też wpadnie mi od czasu do czasu w ręce. Szczególnie przy okazji jakiś dalszych podróży pociągiem lub busem. To są trzy dobre powody, żeby czasem wpaść do kiosku, ale problem jest taki, że jakoś nie czuję potrzeby robienia tego regularnie.

Podobało się? Podaj dalej
»