Tak brzmi niepokój

20 czerwca 2017 Blog

Współczesna muzyka pop jest tak subtelna, jak subtelne może być posłodzenie herbaty sześcioma łyżkami cukru. Jednak czasem zdarza się taka Pixx, która wydobywa z osłuchanych motywów jakieś nowe smaki.

Album The Age of Anxiety skusił mnie okładką – czystą i oszczędną, ale wprowadzają już w jakiś stan niepokoju. Niby bije od niej plastikową sztucznością, a jednak ma charakter i taka w zasadzie jest też muzyka Pixx.

I Bow Down – piosenka otwierająca album – zaczyna się od kiczowatego, trochę wschodniego, motywu zagranego na takim do bólu klasycznym i najbardziej ogranym synpopowym brzmieniu. Przez moment brzmi to tak jakby zespół A-ha postanowił nagrać album z muzyką do medytacji inspirowanymi jakimiś ruchami new age. Na szczęście dość szybko wchodzi charakterystyczny wokal Pixx, a po chwili całości dopełnia przesterowana, bardzo głęboka gitara. W zasadzie to całe The Age of Anxiety zmiksowane jest w taki sposób, że czujemy się tak jakbyśmy zaglądali w głąb jakiejś otchłani, ku jądru ciemności. I to skojarzenie z klasycznym tekstem Josepha Conrada nie jest może wcale takie przypadkowe.

Na The Age of Anxiety najlepszy jest bowiem dysonans, którego doświadczymy na poziomie teksów, które są tak napisane, że mogą by traktowane jako kolejne kiczowate piosenki o miłości albo jako manifest ludzi mocno zaniepokojonych tym co dzieje się na świecie. Pixx nagrała album, który ma dwie twarze – lekką i przyjemną dla przypadkowego słuchacza, ale też taką, która zaspokoi kogoś kto szuka czegoś więcej. Można powiedzieć, że sytuacja idealna. Jest tu i treść i pomysł i dobre wykonanie – trzy składniki, które bardzo rzadko występują razem.

Fascynujący jest też głos Pixx (naprawdę nazywa się Hannah Rodgers) budzący skojarzenia z Nico. Tą Nico od kultowego Velvet Underground. I gdybym miał wróżyć z fusów (wracając do wątku herbaciano-kawowego) to powiedziałbym, że Pixx będzie (powinna!) zajmować ważne miejsce w sercach/głowach/uszach wielu fanów tego kultowego zespołu.

I chyba tylko ten patetyczny tytuł psuje grę Pixx ze słuchaczem. No bo bądźmy szczerzy, The Age of Anxiety, czyli wiek niepokoju, to jednak strasznie banalna nazwa. Może to wina wydawcy? Tak, zwalmy to na wydawcę.

Muszę się tu do czegoś przyznać: minęło dobre kilka tygodni od czasu, kiedy przesłuchałem jakiś album tyle razy co The Age of Anxiety. Nie wiem czy to wina mojego braku skupienia czy może jednak niedoboru dobrej muzyki na rynku, ale Pixx pozwoliła mi w końcu wyrobić muzyczną normę.

The Age of Anxiety brzmi cholernie świeżo, pomimo tego, że pojawiają się tu ograne brzmienia i motywy. To w dużej mierze zasługa świetnej produkcji i odpowiedniego miksu, który idealnie uzupełnia treść. Całość hipnotyzuje. Słuchać!

Podobało się? Podaj dalej »

Nazywam się Sebastian Pypłacz, piszę z perspektywy mieszczucha, który interesuje się zarówno kulturą, jak i polityką. Staram się pokazywać, że oba te tematy nie są niczym tak strasznym ani nudnym, jak wielu sądzi.