Sophie Kula: kupujesz punkt widzenia mody

20 sierpnia 2016
Wywiady

O etyce związanej z ubraniami i tym co kupujemy wraz z marką – rozmawiam z Sophie Kula, której charakterystyczny styl doceniło wiele światowych magazynów mody, ale i artystów m.in: Brodka, The Dumplings, Sorry Boys i Marcelina.

Zawsze zastanawiałem się dlaczego projektanci na swoich pokazach są zazwyczaj ubrani w czarną koszulkę i jeansy.

Sophie Kula: Kiedyś na wykładzie Hanny Gajos, która jest dziennikarką i krytykiem mody, usłyszałam, że jak ktoś poświęca dużo uwagi temu jak wygląda, to może nie mieć czasu na to by dobrze projektować dla innych. I ona szanuje tych projektantów, którzy są skromni i minimalistyczni, a całą swoją kreatywność przerzucają na projekty. Mam mieszane uczucia, bo chociażby taki John Galliano był zawsze dość kolorową postacią na pokazach i to co robi jest niezwykłe. Wiesz to powiedzenie, że szewc bez butów chodzi jest w jakiś sposób prawdziwe – to nie wynika z chęci, ale z braku czasu. Jak masz przed sobą ważny pokaz to do ostatniej chwili poprawiasz projekty, a nie zastanawiasz się co ubierzesz.

Nosisz ubrania, które projektujesz?

Tak.

A kiedy tworzysz kolekcję to myślisz bardziej o sobie, czy o jakimś potencjalnym kliencie?

Chcę być konsekwetna, rozwijam swój styl, szukam nowej wypowiedzi artystycznej, ale myślę też o tym co lubią moje klientki – jakie słyszę od nich uwagi i jakie części garderoby lubią najbardziej.

W każdej kolekcji staram się zrobić jedną mocną rzecz, bo to się zwykle zapamiętuje. Takie mocne rzeczy mają potem dużo zdjęć, ludzie je kojarzą, ale też są niekomercyjne. One mają pokazać charakter projektanta. Potem wokół tej rzeczy buduje się kolekcję, która jest normalniejsza – łatwiejsza do noszenia dla moich klientek.

Tworząc kolekcje, projektuję całe sylwetki. Zdarza się, że potem przychodzi do mnie jakaś Pani i mówi, że nie wie gdzie to założyć. Tłumaczę wtedy, że to nie musi zawsze funkcjonować w całości, ale że właśnie o to chodzi by na codzień łączyć np. moje koszulki z jeansami. Całą sylwetkę projektuję się tylko na pokazy, po to by wykreować jakiś nastrój, temat kolekcji. 

Wyżywasz się artystycznie na pokazach?

Jak byłam nastolatką to podobała mi się moda w taki ogólnym zakresie – jej historia, aspekty społeczne i kulturowe. Moja ciocia projektowała wzory na chusty i krawaty dla domów mody w Paryżu, więc miałam małą styczność z tym światem. Kiedy przyszedł moment wyboru studiów, to te dziesięć lat temu nie było zbyt dużego wyboru. Jeżeli chciałeś robić coś z modą to wybierałeś się na projektowanie. Tak to przynajmniej wyglądało kiedyś w Polsce, ale na szczęście trochę się to już zmienia. 

W Polskich szkołach bardziej przygotowują do pracy w markach komercyjnych odzieżowych, co jest zrozumiałe bo absolwent musi znaleźć później prace. Czułam natomiast, że to blokuje moją kreatywność i zupełnie nie o to mi chodzi.

Przeniosłam się na kostiumografię i to było ciekawe doświadczenie, które daje duże pole wyobraźni, ale też uczy współpracować z ludźmi. W pracy scenicznej dużo do powiedzenia ma reżyser czy scenarzysta, a w filmie także operator. Natomiast potem pułapką staje się to, że zapominasz o funkcjonalności. Dlatego doświadczenie nauczyło mnie słuchać klientek i pytać w czym jest im wygodniej.

A wyzywam się właśnie przy tych projektach artystyczny czy projektowaniu dla artystów, ubrania na codzień są na mój sposób zachowacze.

Łatwiej jest zaprojektować takie ubranie na codzień?

Nie potrafię powiedzieć czy łatwiej czy nie, dla mnie to jest raczej: ciekawiej i nudniej. Jeżeli robię coś pod swoją marką to staram się zawsze pokazywać coś ciekawego i oryginalnego. Bo to ma być alternatywa do tych rzeczy masowych, jeżeli kupujesz u projektanta, to kupujesz jego styl i punkt widzenia mody.

Przy projektowaniu dla artysty to często jest też element kreowania jakiegoś wizerunku. Przykładowo: kiedy pracowałam z Barbarą Derlak z zespołu Chłopcy kontra Basia to tworzyliśmy coś w konwencji płyty, pewnego nastroju narzuconego przez muzyków i z elementami stworzonymi przez grafików, które pojawiały się też w innych miejscach. Teraz przygotowuje kostium, drugi raz zresztą, dla perkusisty Łąki Łan – Piotra Koźbielskiego i też trzeba musiałam pamietać o tej koncepcji, którą kreuje cały zespół.

Tymczasem „normalny” klient, nie występuje na scenie i nie chce swoim strojem zbyt mocno zwracać uwagę. Większość ludzi woli proste rzeczy, a najlepiej jeszcze tanie. Takie, które można kupować często i tak jak podpowiadają gazety – szczególnie jeżeli ktoś jest młody i jeszcze nie zarabia swoich pieniędzy. Jest wciąż duży procent ludzi, którzy mają w nosie jakość i chodzi im przede wszystkim o logo. Staram się rozwijać swój rozpoznawalny styl, dbać o jakość, ale też muszę myśleć o komercyjnym wymiarze tej działalności.

Te kolory w Twoich projektach to Twój naturalny styl czy coś wypracowanego?

Raczej naturalny. Zawsze lubiłam kolory i zawsze lubiłam się nimi bawić. Nie chodziło o wyróżnianie się, bo raczej jestem mało ekscentryczna, a raczej o tę zabawę. Jak robiłam pracę dyplomową, dzięki cioci z Francji, miałam dostęp do wielu różnych, skrawek tkanin. Były to małe kawałki, które zaczęłam układać w patchworki. Ta pierwsza kolekcja odniosła sukces i zaczęto mnie kojarzyć z takimi właśnie wzorami. Nie jestem oczywiście jedyną projektantką, która bawi się kolorami, ale w Polsce nadal jest nas wciąż mało.

A tak w ogóle to da się jeszcze zrobić w modzie coś czego nie było?

Pracuję na czymś co jest mało odkrywcze. Nie drukuję w 3D, nie wykorzystuję technologicznych gadżetów, pracuję na standardowych krojach, które trochę od standardu zmieniam.

Natomiast kiedy byłam na stypendium w Mediolanie, poznałam projektantkę z Indonezji, która miała bardzo podobną estetykę do mojej. To było niesamowite, podobały nam się dokładnie te same rzeczy, obie kochamy faktury i kolory. Był także chłopak z Meksyku, którego projekty mają bardzo dużo zdobień ręcznymi haftami – co jest nawiązaniem do meksykańskiego stylu, a dla mnie stanowiło inspiracje do kolejnej kolekcji. Zatem mogę być oryginalna w Polsce, ale niekoniecznie w skali świata. 

Nie próbujesz wymyślić ubrania przyszłości?

Niewiele rzeczy da się jeszcze wymyślić, które byłyby na tyle użytkowe, wygodne do noszenia i ciekawe. Jeansów już nie wymyślę. Natomiast przyszłością mody, moim zdaniem, są nowe technologie i etyka.

Etyka?

Do niej jest mi bliżej niż do technologi. To jest właśnie to czym się wyróżniają niszowe marki. Wiemy skąd pochodzą nasze tkaniny, wiemy gdzie są szyte i w jakich warunkach. Jak kupujesz coś w sieciówce to nie wiesz w zasadzie nic, nawet w jaki sposób zachowana została „świeżość” tego ubrania które pokonało pół globu, a przecież te środki mają alergiczny wpływ na naszą skórę.

Im bardziej konsumenci będą świadomi konsekwencji ich wyborów, tym nasz świat będzie „zdrowszy”. I myślę, że coraz więcej osób zwraca uwagę na to skąd co pochodzi, widać to w przypadku jedzenia i ruchów typu slow food. Chociaż ostatecznie to ciągle pieniądze wpływają na decyzje konsumentów – co też rozumiem.

Najbiedniejsi jadają w fast foodach, a potem mają problemy ze zdrowiem, co generuje kolejne koszty i problemy w ich życiu.

No właśnie i tak samo jest z ubraniami. Przy czym w świecie konsumenckim jest jeszcze problem z kompulsywnym kupowaniem. Znam wiele osób, które mają z tym problem, wolą kupować dużo i tanio np. t-shirt za 50zł niż coś lepszej jakości i na lata.

Słuchaj, mówisz o tym, że dobrze jest wiedzieć skąd pochodzi Twoje ubranie, a co myślisz o grzebaniu w second handach?

To także jest etyczne, ale w inny sposób – rzeczy dostają drugie życie. Duże marki mają olbrzymie problemy z tym co robić z ubraniami, które zostają po wyprzedażach. Pojawiają się nawet różnego rodzaju konkursy dla studentów, które mają na celu wymyślenie patentów na to jak zamknąć ten obieg ubrań. Co zrobić z tymi rzeczami, które się nie sprzedały, żeby nie trafiały na śmietnik, ale w „drugie ręce”, żeby były dalej używane.


Sophie Kula urodziła się w Katowicach, ale od dziecka podróżuje między Rosją a Francją, gdzie mieszka jej rodzina. Od najmłodszych lat edukowała się w artystycznych kierunkach. Jako nastolatka zafascynowała się światem mody i zaczęła zbierać doświadczenie, odbywając staże: w pracowniach teatralnych, u polskich projektantów i w modowych magazynach. Sophie ukończyła kurs projektowania ubioru w Krakowskich Szkołach Artystycznych i jest absolwentką Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie, na kierunku kostiumografia.

W 2014 r, w konkursie BE Next w Gruzji, otrzymała stypendium na letni kurs „Fashion Marketing & Businnes” w Domus Academy w Mediolanie. Jest laureatką VIII edycji Ogólnopolskiego konkursu Fashion Designer Awards, a także finalistką wielu innych konkursów branżowych w kraju i zagranicą. Jej projekty można było zobaczyć w takich tytułach jak: Vogue UK, Vogue Italia, Elle Italia, Elle PL, Eclectic Magazine, Glamour, Joy itd. Jej charakterystyczny, kolorowy i bogaty w zdobienia styl upodobali sobie także artyści rodzimej sceny muzycznej, m.in. Brodka, The Dumplings, Sorry Boys, Marcelina oraz wielu innych.