Słowo za 100 złotych

24 października 2017 Blog

Pewnie kojarzycie z filmów, albo sami macie w domu, taki słoik, do którego domownicy wkładają pieniądze za każde przekleństwo. Okazuje się, że polskie Państwo wyciągnęło podobny słoik i zażądało wpłaty od Jurka Owsiaka, który pozwolił sobie na kilka wulgaryzmów podczas ostatniego Przystanku Woodstock.

Owsiaka łatwiej przekonać do zapłaty za używanie wulgaryzmów w przestrzeni publicznej niż kibiców, uczestników Marszu Niepodległości czy nawet polityków, którym też się zdarza. Bo Owsiaka łatwo namierzyć, bo się nie kryje za kominiarką, za tłumem kolegów czy immunitetem, ale jak sam mówi – bierze to na klatę. To, znaczy 100zł za – jak wyczytałem – sześć wulgaryzmów plus 30zł opłaty sądowej. Pytanie czy to suma za pojedyncze przekleństwa czy ryczałt. Bo jeżeli liczymy za każde to znam takich co mogliby załatać dziurę budżetową naszego Państwa w jakiś rok. Bierzmy, że to ryczałt, taki abonament, niczym na seriale u Netflixa, na używanie pełnej wersji polskiego języka. Polskiego, którzy niektórzy próbują nazywać łaciną podwórkową. Oczywiście błędnie – sami by przeklinali, gdyby prawdziwej łaciny uczyli się z moją nauczycielką ze studiów.

Przekląć zdarza się każdemu – chociaż wielu będzie się zarzekać, że nigdy sobie nie pozwala, na ten jak się okazuje luksus. Czy to przy remoncie mieszkania, czy to za kierownicą (roweru i samochodu), czy to na spóźniony autobus, czy to na miejsce w kolejce na zabieg u specjalisty, z nagłego szczęścia czy to jak ktoś nas kopnie w jaja. Osobiście zdarza mi się ciszej i głośniej jak oglądam konferencje polityków partii rządzącej.

Kiedy czytam o takich głupich sprawach, którymi zajmują się wszelakie służby, a potem wyskakuje mi informacja, że gdzieś indziej zlekceważono oznaki maltretowania dziecka to używam tych samych słów co Jurek Owsiak. I jasne, że używanie wulgaryzmów zamiast przecinka to przesada. Jasne, że w towarzystwie dzieci, lepiej się hamować co by nie chamić. Tylko czy za wulgaryzm naprawdę powinno się karać „grzywną lub ograniczeniem wolności”?

Podobało się? Podaj dalej »

Nazywam się Sebastian Pypłacz, piszę z perspektywy mieszczucha, który interesuje się zarówno kulturą, jak i polityką. Staram się pokazywać, że oba te tematy nie są niczym tak strasznym ani nudnym, jak wielu sądzi.