Serdeczny brak zaufania

13 lipca 2017 Blog

Mam takiego znajomego, który prowadzi kilka biznesów, a wychodzi mu to bo, jak sam mówi, stosuje zasadę „serdecznego braku zaufania” w stosunku do pracowników, klientów i wspólników. W skrócie: do wszystkich.

Piszę o tym, bo czasem sam się zapominam i wielu osobom wierze na słowo, że coś potrafią, że coś mogą, że coś zrobią. Trochę inaczej mam z politykami, tutaj lata słuchania punku, a potem kolejne kilka wiosen angażowania się w życie społeczne i czytania o różnych dyktaturach, utwierdziło mnie w przekonaniu, że nigdy nie powinniśmy wierzyć na słowo osobie, która ma nad nami władzę. Jakąkolwiek – to może być pracodawca, to może być polityk, ale to może być też opiekun lub nauczyciel. Zawsze powinniśmy zadawać pytania: po co, dlaczego i jak. Czasem powinno to być dosadne: po chuj? Aktualnie możemy sobie pozwolić na to dosadne wyjście.

Dlatego dość smutnym widokiem jest dla mnie obserwowanie tego, jak komentowane jest demolowanie ustroju naszego kraju, bo jest co prawda wiele głosów oburzenia, ale tyle samo „a Platforma to kradła”, a „Platforma to miała pełnie władzy” i tak dalej. A już nawet nie wspominam o tym, że połowa obywateli ma zapewne całą sprawę głęboko, powiedzmy, że schowaną.

Jeżeli złożony wczoraj w nocy projekt ustawy o Sądzie Najwyższym, który będzie kolejnym etapem „przebudowy” sądownictwa według wizji ministra Zbigniewa Ziobry i szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego, przejdzie – to właściwe nic już nie będzie pewne. A to, że przejdzie zdaje się być ostatnim pewniakiem. Oczywiście Prezydent Duda zgłosił – także wczoraj – swoje pierwsze weto, w także dość kontrowersyjnej i niebezpiecznej dla naszej wolności sprawie, ale między bogiem (w tym momencie to jakimkolwiek) a prawdą (a jak wiemy z określeniem prawdy też możemy miewać problemy) to z tym wetem też może być… różnie. Szczególnie jeżeli – ponownie – zakładamy „serdeczny brak zaufania”.

Ten zwrot ma w sobie prawdziwą dawkę dobrych porad. Potrzeba nam serdeczności – do innych, żeby dialog nawet z osobą o odmiennych poglądach mógł być prowadzony, ale też braku zaufania do innych – ze wskazaniem na tych co władzę mają i tych co władzę chcieliby mieć. Bo od 89 nikt w Polsce takiej władzy, jak PiS teraz, nie miał, a przecież swojego marszu ekipa pod przewodnictwem szeregowego posła, zwanego Prezesem, jeszcze nie skończyła.

Bo jak nie „serdeczny brak zaufania” i jeżeli nie opozycja (bo ta bywa nieporadna) to jedyne co może nas uratować to budżet. Tak jak pusta kasa przestraszyła komunistów i przekonała do oddania – najpierw części a potem całości – władzy, tak wizja pustej kasy przestraszy ekipę z Prawa i Sprawiedliwości. Tylko jeżeli z rozliczeniem ekipy komunistycznych rządów sobie nie poradziliśmy to z rozliczeniem PiSu będzie podobnie. Z prostego powodu: będzie do wyboru rozliczanie albo odbudowa niemal zatopionego statku.

Także może będzie lepiej jak po prostu wprowadzimy w życie powszechny obowiązek „serdecznego braku zaufania”. Nieważne czy w ostatnich wyborach głosowałeś na PiS, PO, Razem, czy może miałeś to wszystko schowane głęboko.

Podobało się? Podaj dalej »

Nazywam się Sebastian Pypłacz, piszę z perspektywy mieszczucha, który interesuje się zarówno kulturą, jak i polityką. Staram się pokazywać, że oba te tematy nie są niczym tak strasznym ani nudnym, jak wielu sądzi.