Przygoda w krainie internetowych trolli

27 września 2017 Blog

Bełkotliwe zdania z polskimi słowami, zaproszenia do polubienia strony szkoły językowej, prośba o podanie dalej obrazki z antyniemieckimi napisami, albo z flagą i żołnierzami wyklętymi, zdjęcia papieża i Andrzeja Dudy oraz pornograficzne filmy – tak wyglądają wpisy znajomych Jakuba Adamskiego z Rybnika. Jakub nie istnieje – jest fałszywym kontem, które stworzyłem.

Od dłuższego czasu zastanawiało mnie jak działają te armie trolli, kto je kontroluje, jak działają i jaki mają wpływ na to jak postrzegamy różne osoby, ale i na to jakie treści do nas docierają. Dla jasności – większość metod dystrybucji treści w internecie (czy to wpis na Facebooku, czy to zdjęcie na Instagramie, czy film na YouTube) jest tym skuteczna im dany materiał jest popularniejszy. W skrócie: im masz więcej polubień pod zdjęciem, tym więcej – kolejnych – osób je zobaczy. W założeniu miało to promować treści wartościowe, które wzbudzają zaciekawienie i mobilizują do podjęcia jakiegoś działania (skomentowania lub udostępnienia), w praktyce stało się to narzędziem służącym do kontrolowania informacji i szerzenie dezinformacji.

Tyle o teorii, czas na praktykę.

Założyłem konto mailowe, potem stworzyłem nowy profil osobowy na Facebooku. Stworzyłem profil trzydziestoletniego Jakuba Adamskiego, pochodzącego i mieszkającego w Rybniku, który prowadzi własny biznes. Zamiast zdjęcia profilowego dodałem zdjęcia psa. Tyle wiemy o Jakubie.

Potem rozejrzałem się po komentarzach na profilach prawicowych i lewicowych mediów. Najbardziej gorliwych komentatorów, którzy przy tej swojej gorliwości odbiegali od treści komentowanych wpisów, dodawałem do znajomych. W sumie było to jakieś dziesięć osób. Poszedłem spać.

Następnego poranka miałem już sto zaproszeń do znajomych. Chciały mnie poznać azjatyckie nastolatki, znany z telewizji kucharz, kilku aktorów, a także wiele osób z flagami polski. Zaakceptowałem wszystkie, to znaczy Jakub Adamski zaakceptował. Kolejnego dnia następne osoby chciały mnie poznać, a posiadani już „znajomi” zaprosili mnie do polubienia kilku szkół językowych, jednej uczelni wyższej, kilku politycznych i „śmiesznych” profili. Robię to wszystko przez dwa tygodnie, przyjmując całkowicie bierną postawę – nie zapraszam do grona znajomych nikogo, ani nie wrzucam żadnych wpisów, a jedynie akceptuje zaproszenia od innych. Aktualnie Jakub Adamski ma już kilkuset znajomych.

Przyszedł czas na sprawdzenie o czym piszą te osoby, które tak chętnie szukają nowych kontaktów. W oczy rzucają się konta młodych Azjatek, chyba Koreanek, które polecają filmy pornograficzne, piosenki z lat 90, a także udostępniają wpisy z mniej lub bardziej znanych politycznych profili. Dodajmy, że głównie z polskich profili. Dodajmy, że zdjęcia profilowe dziewczyn powtarzają się pod różnymi nazwiskami.

Ciekawa jest grupa kont, które publikują zdania w języku polskim. To znaczy są one zbudowane z polskich słów, które w jednym zdaniu raczej nie powinny się znaleźć. Przykładowo mamy więc takie potworki jak: „ślub możemy zaprogramować napisze sie list z gg do kościoła” albo „do gry zamków są to w środku” albo „i podkładam tutaj ukladanki do gry domków rar winrar może włączyć sie samo światło”. Nie wiem gdzie trafiłem, może to piekło profesora Miodka?

Przewijam dalej. Okazuje się, że ktoś ma akurat dziś urodziny, więc kilkunastu moich znajomych życzy innej mojej znajomej wszystkiego najlepszego. Jest tam dużo Azjatek, które piszą po angielsku, kilka kont z Rosji, jeden Arab, Papież i jakieś niezidentyfikowane twory. Internet to jednak globalna wioska.

Okazuje się, że to nie jest tak, że ktoś masowo zakłada konta i udostępnia/komentuje wybrane wpisy. Te konta między sobą rozmawiają, dodają na swoje profile jakieś losowe treści i zdjęcia, a raz na jakiś czas zostaną wykorzystane w konkretnym celu. Właśnie dostałem zaproszenie do polubienia sklepu z telefonami we Włocławku. I nie byłoby to znowu takie dziwne, gdyby nie fakt, że zaprosił mnie Gordon Ramsay. Raczej nieprawdziwy.

Treści polityczne lub szerzej społeczne, bo są też wątki dotyczące wiary, migracji czy sportu, rozsyłane są z dopiskiem: „Obowiązkowo przesłuchać i Rozsyłać!”. Przy wielu pojawiają się liczby udostępnień podawane w setkach. Komentarze pod nimi są, jak już zdążyłem się przywyczaić, całkowicie bez sensu. Czasem są to losowe ciągi liter, czasem animowane gify lub inne memy. Byle nabijać zasięg danych postów i oszukiwać algorytmy Facebooka.

Spoglądam jeszcze raz na profil Jakuba – w czasie kiedy pisałem ten tekst, dostał kilkanaście zaproszeń do znajomych. Wszystkie wysłane od „znajomych znajomych”. Spoglądam na listę zaakceptowanych już osób. Kolejne konta mają po dwa tysiące znajomych, jedynie kilka jest jeszcze na poziomie setek. Takich profili są tysiące. Oto armia internetowych trolli.

Podobało się? Podaj dalej »

Nazywam się Sebastian Pypłacz, piszę z perspektywy mieszczucha, który interesuje się zarówno kulturą, jak i polityką. Staram się pokazywać, że oba te tematy nie są niczym tak strasznym ani nudnym, jak wielu sądzi.