Poruszone ruchy miejskie

23 maja 2017
Blog

Jeżeli chcesz żyć w dobrze zarządzanym mieście to weź sprawy w swoje ręce – do takiej myśli można by zrównać idee ruchów miejskich, których przedstawiciele niedawno spotkali się na Śląsku i w Zagłębiu.

To był już piąty Kongres Ruchów Miejskich, swoistej koalicji miejskich aktywistów z różnych regionów Polski. Ludzi o różnych poglądach, a czasem także o różnych przynależnościach partyjnych lub instytucjonalnych. Chociaż trzeba być szczerym, że w tej zbieraninie dominują ludzie, którzy kojarzeni ze środowiskami lewicowymi lub centrowymi, a w zdecydowanej mniejszości są oni reprezentantami prawicy. Jednak w takiej grupie ludzi działających na poziomie miast wielkie ideologie i ogólna polityka są mało ważne. Na kongresie rozmawia się bowiem o aktywizacji mieszkańców, konsultacjach, ekologii, transporcie publicznym, a szerzej patrząc na całość – miastach wygodnych dla wszystkich grup społecznych. Promuje się także dość dość egzotyczne, ale działające na poziomie samorządów, koalicje różnych środowisk.

Nie wiem jak w poprzednich latach, bo to była moja pierwsza edycja, ale w tym roku dominował przekaz, że miejscy aktywiści powinni przestać obawiać się wchodzenia w struktury partii politycznych, urzędów miast czy innych instytucji mających wpływ na otoczenie.

Powtarzał się pogląd, że samorządowcy starej daty czerpiący z ruchów miejskich to półśrodki, a nadchodzi w końcu czas na pokoleniową zmianę. Bo co z tego, że jedna czy druga organizacja pozarządowa wpadnie na jakieś genialne rozwiązanie ułatwiające życie w mieście, kiedy nie ma żadnych realnych możliwości na wprowadzenie ich w życie. Kiedyś musi skończyć się czas prototypowania idei w małej skali i przy minimalnych budżetach.

Jak przykład tego, że samorządowcy często czerpią z rzeczy promowanych przez miejskich aktywistów, pojawiła się między innymi idea budżetów obywatelskich, które pojawiają się w coraz większej ilości polskich miast. Problem z tym, że często traktowane są byle jak i robione tylko po to, żeby były lub żeby jakiś samorządowiec mógł sobie wytrzeć usta hasłami otwartości na mieszkańców i konsultacji społecznych. Jak zupełnie inaczej wyglądałoby to, gdyby takie projekty realizowali – w strukturach rady miasta lub urzędów – miejscy aktywiści i eksperci z organizacji pozarządowych. Na kongresie było już kilku takich, którzy to robią – jednak ciągle jest ich za mało.

W zasadzie w pełni się z tym zgadzam i już kilkakrotnie o tym pisałem, że jedyną nadzieją dla polskiej polityki, także tej „dużej”, a nie tylko tej lokalnej – jest zaangażowanie się ludzi, którzy są aktywni, ale unikają zaszufladkowania jako polityk czy urzędnik. A unikają tego z obawy przed… przed tym, że będą zaszufladkowani. Taki lekki paradoks.

Także koleżanki i koledzy, czas podwinąć rękawy i powiedzieć sobie jasno, że może dużej polityki nie robimy, ale jednak rozmowy o chodnikach, śmietnikach, drogach rowerowych, smogu czy parkinach to też polityka. I nie ma się co zrażać tym, że to słowo ma złe konotacje – ma takie, bo mało kto stara się je zmienić.

Oczywiście wraz z realnym wpływem na rzeczywistość idzie też odpowiedzialność. Tej też nie ma się co obawiać, jeżeli aktualni politycy, których ciągle punktujemy za niewiedzę i opieszałość, sobie z tym radzą – to spokojnie poradzi sobie ktoś z większymi chęciami do działania.

Podobało się? Podaj dalej
»