Nie starcza?

1 marca 2018
Blog

Jarosław Gowin powiedział, że jako ministrowi, zdarzały mu się miesiące kiedy w rodzinnym budżecie brakowało pieniędzy. Bieda to oczywiście nie powód do śmiechu, no chyba, że minister, ba, wicepremier, mówi to w momencie, kiedy w mediach pojawiają się kolejne informacje o tym, że rząd przyznaje sobie kolejne premie i nagrody. Dodajmy, że niemałe. Jarosław Gowin, a właściwe to zastęp jego współpracowników, z przetrawionej już przez PiS partii przystawki, broni tej wypowiedzi powtarzając, że ministrowie jako eksperci w danych dziedzinach powinni więcej zarabiać, bo w prywatnej firmie zarabiali by więcej. No i super, można by nawet pomyśleć, że niby facet ma rację. Jednak zawsze jest jakieś „ale”.

Bo czy praca w ministerstwie to taka sama praca jak w prywatnej firmie? Czy w takim razie bycie posłem można przyrównać np. do pracy w korporacji? Zarządzanie miastem do kierowania zarządem spółki? No można by, ale wtedy zapomnielibyśmy, że polityka to jednak służba a nie biznes. Za służbę należy się zapłata, ale nie taka jak za działalność w świecie biznesu. Bo gdyby tak było to ministerstwa nie przyciągałyby fachowców, ale jeszcze bardziej łasych na kasę nieudaczników. Bardziej wierzę człowiekowi, który wybiera mniejsze zarobki, ale czuje jakieś poczucie misji, niż takiemu co idzie do polityki, bo tam można zarobić. Zresztą Premier Morawiecki także snuł taką opowieść o sobie, że swoje już zarobił, a teraz czas zrobić coś dla kraju. Problem taki, że tę opowieść zepsuli współpracownicy.

Mniejsze zarobki polityków, ministrów i wszelkiej masy wysokich urzędników to też pewność, że na tych stanowiskach nie zasiedzą się za długo. A doświadczenie zdobyte w samorządzie, rządzie lub w ławach poselskich wykorzystają w dalszej karierze zawodowej lub by dalej awansować na szczeblach politycznej kariery. No bo jak „niestarcza ci do pierwszego” to – szczególnie jak jesteś ministrem – możesz bez problemu zmienić pracę. Dla byłego ministra praca zawsze się znajdzie – o to się nie martwcie.

Jasne, że politycy powinni dostawać pieniądze za swoją pracę. Zresztą jak każdy. Jednak ich wynagrodzenia nie powinny podążać za rynkiem, ba, w porywach powinny oscylować w granicach średnich zarobków w danej branży. Gdyby minister kultury zarabiał średnią z branży kulturalnej to gwarantuje Wam, że sytuacja artystów i animatorów wyglądałaby zgoła inaczej. Bo jak nie, to wtedy mogłoby ministrowi naprawdę „nie starczyć do pierwszego”.

Też przez moment dałem się wkręcić w tę opowieść, że minister, jako specjalista powinien więcej zarabiać, ale wyrosłem z tego. Polityka to służba, służba to nie zawód, w którym siedzi się do emerytury.

Podobało się? Podaj dalej!