Max Bravura: rzeczywistość, której nie sposób pominąć w obliczeniach

17 września 2016
Wywiady

Max Bravura, a właściwe to Maciek Wachowiak, świetnie brzmi na nagraniach, dobrze prezentuje się na koncertach i wydaje się mieć jakiś plan na to co robi.

Przez ostatnie lata żonglowałeś stylami, składami muzyków i pomysłami na swoją muzykę. EPka How Bravura to znak, że znalazłeś ten punkt, w którym chcesz działać?

Max Bravura: Ten projekt to moje dzieło, ale dziś to efekt już nie tylko mojej pracy. Wszystko ma się dobrze na tym etapie, jednak nie wykluczam nowych projektów w przyszłości. Niedobrze byłoby czuć się zbyt spełnionym. Co się tyczy zespołu Max Bravura – jestem zadowolony.

To teraz możecie ruszyć na podbój kolejnych scen?

Teraz wydajemy singiel, następnie będziemy promować go podczas listopadowej trasy koncertowej. Mamy nadzieję że uda nam się rownież nagrać teledysk do całości.

Żonglerka stylistyczna – wpisana dotychczas w zmiany personalne w zespole – odbywa się teraz na żywo i na próbach. Dążymy do takiego rodzaju obycia z własnym materiałem, który pozwoli nam na więcej możliwości pracy nad nim i właśnie to czeka nas w październiku. Przygotowujemy nowe utwory na przyszłe wydawnictwa, ale wracamy też do starych napisanych przeze mnie parę lat wstecz, bądź zmieniamy dużo wewnątrz tego co ukazało się na How Bravura.

To wszystko wygląda na dobrze zaplanowaną operację. Jesteś taki poukładany od zawsze, czy może to w ogóle tylko taka fasada, a tak naprawdę idziecie całkowicie na żywioł?

Plany są bardzo dobrze poukładane, ale nie zawsze tak było w przeszłości. To był długi proces układania tego projektu, przemyślenia taktyki, zebrania odpowiednich ludzi czy wreszcie decyzji o debiucie wydawniczym. Na tym etapie pracujemy z pomocą menadżmentu. To ułatwia finalizowanie działań, bo każdy ma jasno określone obowiązki. Teraz jesteśmy po trasie, więc mamy czas na organizację i korektę działań.

A fasada to potrzebny element by plany były kompleksowe i dobrze wykończone. Dodam, że celowo nie wspominam nic o tym co po trasie, a skupiam się na bierzących sprawach.

Czyli porozdzielałeś obowiązki i możesz w spokoju tworzyć. Pewnie łatwiej w takiej sytuacji przekazywać emocje w muzyce, kiedy możesz się jej oddać, a niekoniecznie myśleć o tym wszystkim wokół. Pozostając w temacie emocji. Na okładce How Bravura jest twoja twarz, a na policzkach zamiast łez masz lawę – chodzi o emocjonalność do bólu czy wręcz przeciwnie odporność na to co z siebie wypuszczasz?

Jak wiadomo lawa zastyga. Emocje to bardzo ważny element tego projektu i może nie bez powodu jest taka a nie inna okładka. Chociaż taka jej interpretacja nie była głównym założeniem. Na pewno piosenki na How Bravura były mocno zainspirowane emocjonalnymi przebiegami przeszłości.

Przy całym moim ekstrawertyzmie nigdy nie słuchałem, gdy mówili żeby za dużo się nie zastanawiać. Jestem daleki od autocenzury, bo nie można się dusić dostarczając osobowość beta – a jesli nawet można to nie wiem po co. Należy znać swoją naturę i być z nią w zgodzie. Może być tak, że płonę na scenie trochę bardziej niż w życiu, ale nad tym akurat świadomie się nie zastanawiam.

Spokój jest pozorny – pomimo pomocy w prowadzeniu zespołu każdy z nas ma pracę i inne obowiązki. To ta rzeczywistość, której nie sposób pominąć w obliczeniach.

Dobierając kolejnych muzyków i współpracowników ważniejsze są dla Ciebie ich umiejętności, energia czy coś całkowicie innego?

Umiejętności są na równi z energią. Nie każdy ma umiejętności energetyczne, wiec i energię można mierzyć miarą umiejętności (śmiech). Najważniejsza jest otwarta głowa, umiejętność interpretowania i zabawy formą. Długo zmieniała się forma zespołu i do tej pory występujemy dość wariantowo – staramy się podchodzić do każdej publiczności indywidualnie. Wiec o tyle ważna jest ta chemia, że to musi funkcjonować.

Po co w ogóle jeszcze robić muzykę, przecież ludzie nie kupują już płyt, sale koncertowe coraz trudniej zapełnić, a z pasji – jak już sam zasugerowałeś – nie da się wyżyć.

Motywacją jest poszukiwanie i znajdywanie ciągle to nowych inspiracji. Ciągle czuję świeżość w tym co robię. To jedna z tych rzeczy, które budują mnie w całość. Granie towarzyszy mi już siódmy rok i stanowi cześć mojej tożsamości. Nie oczekuję że ludzie bedą kupować więcej płyt, ale podczas trasy wcale nie narzekaliśmy na brak zainteresowania. Jesteśmy zadowoleni i wdzięczni. A też pasja bez gotowości kompromisu to nie pasja – może to sucho brzmi, ale brak pokory to tez pułapka.

Jest jakaś klęska, która szczególnie mocno nauczyła Cię pokory?

Pokory nadal się uczę, trudno przestać się tego uczyć. Głównie to nauka w pracy poza zespołem i w życiu pozakoncertowym. Żeby walczyć o swoje cele trzeba nie raz zmienić swój punkt widzenia – dla dobra swojego interesu. To nie zawsze równa walka, zależy od wielu czynników i względów, które łatwo obejść w obliczeniach, ale to nie oddala ich ani trochę. Lubię tak myśleć, że dla sukcesu w każdej dziedzinie należy poświęcić lata. To właśnie taka lekcja pokory, prostego i wiernego mozołu.

Internet trochę te procesy przyśpieszył, możesz zostać gwiazdą w jeden dzień. Niestety najczęściej trzeba zrobić coś głupiego, żeby to się stało. Zespół Max Bravura jest obecny w sieci dość mocno, to dla was dobre narzędzie czy zło konieczne?

Internet to hybryda, bo trochę pomaga a trochę szkodzi. Można się w nim promować, można też zginąć w jego bezdennej przestrzeni, można łatwo znaleźć inspiracje jak i łatwo się zdemotywować.

Prowadzimy akcję na Polak Potrafi, gdzie zbieramy środki na realizacje teledysku. Może się udać, więc bardzo się cieszymy z każdej wpłaty. Internet na pewno rozwija się nieustannie i ten rozwój wpływa na oczekiwania potencjalnych odbiorców, wiec jeżeli chcemy być szerzej znani to w duży wpływ na to mają: odpowiedni projekt graficzny, wideo i promocja, co lekko odsuwa muzykę na drugi plan. Jednak to wszystko jest tak naprawdę równie ważne – już się przyzwyczaiłem to akceptować. Staram się czerpać z tych możliwości, które daje internet. Na tyle, na na ile to możliwe.


Maciej Wachowiak (a.k.a. Max Bravura) to pochodzący ze Śląska wokalista, gitarzysta i songwriter. Frontman i lider założonej w 2009 roku formacji Slutocasters. Zespół współtworzył ścieżkę dźwiękową do głośnego filmu Krzysztofa Skoniecznego Hardkor Disko, a ich klip Monkey Monkey został nominowany do nagrody Yach Festival. Wachowiak to także frontman niezależnego zespołu Max Bravura, który powstał jako jego solowy projekt. Teraz to grupa pełna charakterów i pełnoprawnych liderów w składzie z Jackiem Talagą, Radkiem Rutkowskim i Filipem Oczkowskim. Zespół ma na swoim koncie – wydaną 11 maja 2016 roku – EPkę How Bravura. Chłopcy przygotowują się do wydania kolejnego singla pt. Last dance.