Marta Kudelska: czasem stoję bardziej z boku

23 lipca 2016
Wywiady

Galerie sztuki to nie tylko miejsce działania artystów, ale także kuratorów. O tym jaka jest rola tych drugich – opowie nam Marta Kudelska, kuratorka i pracowniczka Bunkra Sztuki w Krakowie.

Co jest pierwsze: kurator z pomysłem na wystawę czy artysta z pracą?

Marta Kudelska: Wiesz, to tak naprawdę trudne pytanie – które moim zdaniem bardzo dużo mówi o samych kuratorach. Dla mnie najpierw jest artysta z pracą. Jest to zawsze punkt wyjścia do dalszych działań, nawet gdy pracy nie ma fizycznie a jest np. zlecona przez kuratora na wystawę. Kurator oczywiście bardzo często ma pomysł na wystawę, ale moim zdaniem wynika on z wielu czynników : intuicji, wiedzy, przeczucia, a także z prac, które ogląda, zna, znajduje.

Pytam o to bo bardzo często nazwisko kuratora jest eksponowana tak mocno jak autora, chyba że to tylko moje wrażenie?

Tu jest akurat różnie. Na zachodzie możemy się spotkać z taką właśnie praktyką. Na plakacie, który informuje o wystawie bardzo często możemy zobaczyć nazwisko kuratora i tytuł wystawy bez uwzględniania artysty. W Polsce bywa różnie, ale nigdy nie spotkałam się akurat z tak mocnym marginalizowaniem artysty.

Dla mnie w tym wszystkim najważniejszy jest artysta i to jego działania promujemy przygotowując wystawy, ale kurator nie jest tylko tłem. Osobiście bardzo pilnuje by moje nazwisko pojawiało się na plakatach, zaproszeniach, tekstach prasowych z wystaw, które kuratoruje. Nie chodzi mi tu o jakiś sztuczny lans za pomocą nazwiska artysty, ale zawsze staram się pracować tak by wystawa była naszym wspólnym dziełem. Oni dają swoją pracę, ja swoją i zderzenie tych dwóch, czasem odmiennych języków pojawia się w postaci gotowej wystawy. 

Kurator powinien być „przyspawany” do galerii, czy może powinien wyjść z inicjatywą i szukać miejsc pod wystawę?

Myślę, że takie „przyspawanie” daje pewne poczucie komfortu. Praca kuratora, który nie ma swojej galerii jest tak samo ciężka, jak praca każdego innego freelancera. Trzeba szukać – miejsc, ludzi, kontaktów, źródeł finansowania swojej pracy i pracy artystów, z którymi współpracujesz. Instytucja daje pewnego rodzaju zabezpieczenie – stała pensja, miejsce gdzie możesz pracować nad swoimi projektami, ale tak jak w przypadku każdej pracy można popaść w rutynę.

Obecnie pracuje jako kuratorka freelancerka, etatowo jako rzeczniczka prasowa Bunkra Sztuki w Krakowie i jest to dla mnie ciekawe doświadczenie. Ten rok należy raczej do spokojniejszych w przeciwieństwie do poprzedniego, w którym pracowałam nad kilkoma wystawami w tym nad jednym jak do tej pory dla mnie największym projektem, bo pokazywałam na jednej wystawie prace 10 artystów i to jeszcze nad morzem. Logistyka całego przedsięwzięcia była dość spora, ale się udało. 

Wolisz pracować z grupą artystów czy skupić się na jednym i wyciągnąć z niego ile tylko się da?

Praca z jednym artystą a z kilkoma to dwa zupełnie inne procesy. W przypadku pracy z jednym artystą staram się poznać jak najlepiej jego twórczość, inspirację, słuchać przede wszystkim tego, co on mówi o swojej pracy. Czasem stoję bardziej z boku, podpowiadam, przyglądam się, coś doradzam.

W przypadku pracy z kilkoma artystami jest to bardziej wystawa kuratorska. Ja mam pomysł na projekt i szukam artystów, dla których praca przy takiej wystawie może być interesująca. To też wymaga wiedzy o ich twórczości, zainteresowaniach. Gdy pracujesz z kilkoma artystami musisz poszukać w ich twórczości jakichś punktów wspólnych. Przypomina to trochę pisanie opowieści. Masz bohaterów, każdy z nich ma jakąś historię, własne spojrzenie na otaczającą go rzeczywistość. Ty jako kurator stwarzasz świat, nakreślasz jego zasady i musisz pomóc artystą się w nim odnaleźć. To trochę abstrakcyjne porównanie, ale myślę, że dobrze obrazuje ten rodzaj pracy. Wracając do Twojego pytania, myślę, że praca z grupą artystów jest po prostu bardziej wymagająca, ale oba rodzaje wystaw z jednym artystą, czy z kilkoma jest tak samo satysfakcjonująca. 

Zdarza ci się oglądać czyjąś wystawę i pomyśleć, że zrobiłabyś to lepiej?

Może nie lepiej, ale inaczej. Chodząc po wystawach, pracując nad nimi, człowiek zyskuje dużą świadomość przestrzeni. Mam tu na myśli nawet takie detale jak wysokość, na jakiej znajduje się praca, jej usytuowanie w przestrzeni galerii, albo relacje pomiędzy poszczególnymi dziełami. Czasem też chodzi o pewną nadinterpretację, której niestety dopuszczają się kuratorzy. Zdarza się to czasem, gdy zbyt silnie kurator chce przeforsować swoją wizję wystawy, nie słuchającego co artysta ma do powiedzenia na temat tego, co robi. Kij ma jednak dwa końce i niestety bardzo dużo młodych artystów nie jest uczonych mówić o swoich pracach i myślę, że te problemy biorą się w dużej mierze właśnie z tego powodu. Jeśli praca umieszczona jest w jakimś dziwnym kontekście, to od razu czuć zgrzyt.

Z kolei czasem mam wrażenie, że jest jakiś wątek na wystawie dla mnie osobiście bardzo ciekawy, ale nie został pociągnięty dalej. Muszę przyznać, że te wszystkie szczeliny, pęknięcia w narracjach wystaw, to czego nie widać, są dla mnie szczególnie interesujące. Powiem Ci, że bardzo lubię oglądać złe wystawy – w takim sensie złe, że są przygotowane chaotycznie, niedbale, czasem bez pomysłu. To jest dla mnie o tyle ciekawe, że oglądając taką wystawę sama sobie we własnej głowie stwarzam ją na nowo. Jest też cała masa świetnych wystaw, przemyślanych od początku do końca. Pamiętam kilka takich – np. rewelacyjna wystawa Basquiata w Muzeum Brooklińskim, prezentacja mody inspirowanej sztuką chińską w Metropolitan Museum w Nowym Jorku, albo z polskich świetny cykl organizowany w BWA Sokół w Nowym Sączu „Galicja. Topografie mitu”, „Nowa sztuka narodowa” w warszawskim MSN, „Kurz” w CSW Zamek Ujazdowski, a ostatnio „Wykrój. Miasto. Tarnów”. Bardzo sobie cenie też takie mniejsze wydarzenia jak, chociażby działalność krakowskiego Davida Robertsona albo Henryka. Można by dużo wymieniać. 

Świetnie, że wspominasz o dobrych przykładach, bo wydaje mi się, że wiele osób ma problem z oceną wystawy i sztuki. Nie ma się co oszukiwać to efekty kiepskiej edukacji szkolnej w tym zakresie. Zwracasz uwagę na takich odbiorców w całym procesie przygotowywania wystawy?

Niestety masz rację. Mówiąc delikatnie edukacja w Polsce w zakresie w ogóle kultury leży…Nie wspomnę już o kulturze współczesnej. Galerie, muzea, centra sztuki starają się te braki uzupełniać, ale nie mogą przecież brać na siebie tego, co powinny robić szkoły. Oczywiście problem jest dużo szerszy i dotyczy w ogóle edukacji w różnych dziedzinach. W zeszłym roku prowadziłam warsztaty dla seniorów z pracy kuratora w ramach projektu „Sztuki Oswajanie” oraz warsztaty „Duża Sztuka” we współpracy z Domem Kultury we Frydrychowicach.

W przypadku tych pierwszych chciałam seniorom przybliżyć proces powstawania wystawy. Razem z grupą przesympatycznych pań pracowałyśmy nad wystawą o ważnych dla nich przedmiotach. Wyszła nam w efekcie bardzo fajna wystawa. Z kolei „Duża Sztuka” była nastawiona na kontakt z mieszkańcami wsi, którzy czują się już totalnie wykluczeni z języka współczesnej kultury i sztuki. Razem z moją koleżanką Basią Pasternak przygotowałyśmy dla nich wycieczki do Krakowa czy także tu na Górny Śląsk, by pokazać im np. Muzeum Śląskie i tutejsze BWA. Dodatkowo mieszkańcy mieli okazje współpracować z młodymi artystami nad konkretnymi pracami, które następnie pokazaliśmy na wernisażu projektu.

I wiesz co? Takie działania mają sens. Ludzie się otwierają, zadają pytania. Dla mnie odbiorca jest bardzo ważny. Nie mogę swojej pracy traktować jako teoretycznej wydmuszki dla specjalistów, bo sztuka jest także dla ludzi, którzy się nią nie zajmują. Nie myślę tu o spłycaniu przekazu i dostosowywaniu go do „modelowego odbiorcy” bo nie wierzę w takie coś. Jestem przekonana, że można przygotować świetną wystawę, która będzie zrozumiała dla jednych i drugich. Chodzi tu o takie rzeczy jak czytelny i niewydumany tekst kuratorski, dostosowany do różnych grup wiekowych program towarzyszący, czy przede wszystkim ciekawego artystę i szacunek do widza – wiarę w jego inteligencje. Myślę, że musimy się po prostu nauczyć wymagać pewnych rzeczy.

A tak zamykając to nasze „wprowadzenie do świata kuratora” to powiedz proszę jak do niego trafiłaś?


Wszystko zaczęło się prawie 10 lat temu, kiedy studiując jeszcze w Katowicach Ochronę dóbr kultury musiałam odbyć praktyki. Wówczas to jeden z wykładowców powiedział mi, że skoro interesuje się sztuką współczesną to powinnam iść na praktyki co bytomskiej Kroniki. Trafiłam tam w momencie, gdy dyrektorem programowym był jeszcze Sebastian Cichocki i to jego praktyką kuratorskim poświęciłam swoją pracę licencjacką. Przyglądając się jego pracy i pracy Stacha Rukszy pomyślałam, że kurator sztuki to jest to, co chciałabym robić. Tak z 3 tygodni praktyk zrobiły się 3 miesiące, które potem zamieniły się w wolontariat. Tam też zrobiłam swoją pierwszą wystawę w ramach jednej z odsłon „Pokoju do wynajęcia”.

Po zakończeniu studiów w Katowicach zdecydowałam się wyjechać do Krakowa, gdzie zaczęłam kuratorską współpracę z Art Agendą Novą. Był to bardzo intensywny czas – poznałam masę ciekawych artystów, kuratorów, krytyków. Zaczęłam też pisać na większą skalę – to dzięki Marcie Lisok, która mnie do tego zachęciła jeszcze podczas studiów w Katowicach i umożliwiła pierwsze publikacje. Podczas studiów w Krakowie miałam okazję współpracować z Instytutem Polskim w Düsseldorfie, czy zrealizować 2 projekty podczas Festiwalu ArtBoom – nie powiem, było to wyzwanie, bo w tym czasie studiowałam równolegle na kulturoznawstwie i historii sztuki. Nie udałoby się to na pewno bez wsparcia wielu wspaniałych ludzi, których poznałam.

Po studiach miałam szczęście, bo zaczęłam pracę w Muzeum w Gliwicach i tamtejszej Czytelni Sztuki, gdzie udało mi się pokazać Radka Szlagę oraz zapoznać się z twórczością Jerzego Lewczyńskiego i jego archiwum. Będąc przez półtora roku na Śląsku poznałam Maćka Skobla z Dwóch Lewych Rąk, z którym do tej pory współpracuje. Razem z Maćkiem udało nam się zorganizować kilka wystaw, z których jestem naprawdę zadowolona : Krzysztofa Maniaka, Mateusza Szczypińskiego i Kamy Sokolnickiej. A przed nami jeszcze wiele pomysłów i pracujemy bardzo intensywnie nad kolejnymi projektami.

Na co dzień pracuję w krakowskim Bunkrze Sztuki jako rzeczniczka prasowa – to praca jeszcze z innej strony, ale tak samo wymagająca obeznania w sztuce współczesnej i chyba jeszcze bardziej przybliżająca to, co dzieje się poza instytucją sztuki.


Marta Kudelska – kuratorka, autorka tekstów o sztuce. Publikowała m.in. w Szumie, Obiegu Opcjach, Punkcie, Hiro, Art & Business czy Contemporary Lynx, oraz w katalogach z wystaw „Replikantki”, „Drobnostki”, „Nocne aktywności” wydanych przez BWA w Katowicach, oraz „Grodzka 5” z lubelskich Warsztatów Kultury. Ukończyła kulturoznawstwo-kulturę współczesną (w zakresie krytycznej teorii kultury współczesnej) i historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Absolwentka II edycji programu Młode Menadżerki Kultury, organizowanych przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych Ę, gdzie pracowała pod opieką Hanny Wróblewskiej z Narodowej Galerii Sztuki Zachęta. Interesuje się pamięcią, krytyką instytucjonalną, problematyką archiwów i sztuką efemeryczną. Obecnie doktorantka w dziedzinie nauki o sztuce na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie zajmuje się kwestią polityki pamięci w kolekcjach muzealnych. Swoje projekty realizowała m.in. w Instytucie Polskim w Dusseldorfie, Art Agendzie Novej w Krakowie, podczas festiwalu ArtBoom , czy CSW Kronika w Bytomiu. Pracuję w Galerii Bunkier Sztuki w Krakowie, oraz współpracuję z katowicką galerią Dwie Lewe Ręce.