Marcin Domański: pokazanie pewnego paradoksu

7 stycznia 2017
Wywiady

Ćwiczenia na peronie? Wyścigi różnych środków transportu? Marcin Domański praktykuje jedno i drugie, a te nietypowe akcje to elementy walki o lepsze warunki podróży.

Jak tam forma?

Marcin Domański: Jak na tę porę roku całkiem niezła, choć przyznaję, że to raczej czas na „gry i zabawy świetlicowe”.

Pytam o to w kontekście twoich ćwiczeń na peronach.

Od kiedy PKP wprowadziło możliwość obserwacji opóźnień pociągów, a dworce zostały wyremontowane, rzadko zdarza mi się czekać długo na pociąg. Choć muszę przyznać, że idea tych ćwiczeń narodziła się z braku warunków do komfortowego oczekiwania na peronie w Dąbrowie Górniczej. W końcu udało się wywalczyć ogrzewaną poczekalnię.

To była tylko forma zwrócenia uwagi na jakiś problem czy po prostu lubisz ćwiczyć?

Jedno nie wyklucza drugiego. Lubię ćwiczyć i robię to również w pociągu, gdzie spędzam bardzo dużo czasu.

Pracownicy kolei jakoś reagują na twoje aktywności?

Kolejarze, których spotykam na co dzień nie wykazują zbyt dużego zdziwienia moimi aktywnościami – tak jakby dla nich było to naturalne, że ktoś ćwiczy w przedziale. Trudno mi też zobaczyć reakcję maszynisty w przejeżdżającym z dużą prędkością Pendolino. Myślę, że muszą mnie w jakiś sposób kojarzyć, ale dotąd nie było sygnału zwrotnego. Może poza tym, że na Instagramie moje filmy lajkuje zawsze oficjalny profil zarządcy torów tj. PKP Polskich Linii Kolejowych.

Dlaczego nie przesiadłeś się do samochodu, ale czekałeś na tym peronie w mrozie?

Perspektywa posiadania samochodu zawsze mnie przerażała. Utrzymanie, koszty, przeglądy techniczne. W moim domu nigdy nie było żadnego auta, nie mam też prawa jazdy. Mało tego, wydaje mi się, że nie byłbym dobrym kierowcą. Dlatego tak planuje sobie życie, żeby wszędzie można było dojechać transportem publicznym. Trzy razy w tygodniu jeżdżę z Dąbrowy Górniczej do Wrocławia i z powrotem. Podczas podróży wykonuję dużo pracy. W samochodzie byłoby to niemożliwe i zbyt kosztowne.

Oprócz ćwiczeń na peronach i podróży pociągami, organizujesz także nietypowe wyścigi.

W wyścigach GOPgear skupiamy się na podróżach do pracy i szkoły oraz powrotach z tamtych miejsc. Siłą rzeczy są to godziny szczytu. Jako punkt startu i mety wybieramy też raczej realne punkty, miejsce zamieszkania ludzi czy instytucje, a nie dworce czy przystanki.

Udało Wam się ustalić co jest najszybsze?

Samochód często nie daje rady ze środkami transportu zbiorowego, a większym problemem niż korki jest znalezienie miejsca parkingowego. Poniżej 10 km wygrywa rower, w dłuższych wyścigach najlepiej sprawdza się transport szynowy, nawet na nieco zapomnianych relacjach. Jest też chyba najwygodniejszy.

Wygoda jest ważna?

To zależy na jakim odcinku. Nie mam problemu, żeby postać sobie z 10 czy 20 minut w autobusie. Natomiast jeżeli jadę już ponad dwadzieścia, to wolałbym usiąść. Abstrahując od dalszych podróży, gdzie miejsce siedzące (a może nawet leżące) powinno być oczywistością, w moich częstych dojazdach dość traumatyczny pod tym względem jest przejazd pociągiem Kolei Śląskich około 7:00 z Dąbrowy Górniczej do Katowic. Czas przejazdu bezkonkurencyjny w porównaniu z samochodem czy autobusem. Natomiast pociąg jadący aż z Częstochowy jest tak zapchany, że znajduję swoje miejsce tylko na podłodze obok szaf sterowniczych w środku składu. To kolejny argument za budową systemu kolei aglomeracyjnej z dużą częstotliwością kursowania pociągów.

Wyniki waszych wyścigów pokrywają się z rozkładami jazdy lub orientacyjnym czasem podróży podawanym przez Google Maps lub przez inne podobne aplikacje?

Tutaj muszę przede wszystkim podkreślić, że nasza akcja nie ma charakteru badania naukowego. W tym przypadku musielibyśmy tę samą trasę wielokrotnie powtarzać. Dlatego organizujemy happening, który pokazuje potencjalne niedogodności i zagrożenia na trasie. Oczywiście jest w tym pewien element losowości. Dlatego nie zawsze pokrywamy się z rozkładem.

Jakiś przykład?

W pierwszym wyścigu z Dąbrowy Górniczej liczyliśmy na zwycięstwo pociągu, ten jednak się spóźnił. Następnego dnia z Bytomia stawialiśmy raczej na samochód, ten jednak utknął w makabrycznym korku. Natomiast jeżeli chodzi o mapy Googla, to trzeba przyznać, że prognoza natężenia ruchu bywa bardzo pomocna.

Z jakich aplikacji i narzędzi korzystasz by ułatwić sobie podróże transportem publicznym?

Jestem nieszczęśliwym posiadaczem smartfona z Windowsem więc mam raczej ograniczony dostęp do aplikacji (mimo, że to generalnie bardzo dobry telefon). Gorąco polecam oficjalną aplikację spółki PKP Polskie Linie Kolejowe o nazwie „Rozkład Kolejowy”, uwzględnia ona również opóźnienia. Na stronie internetowej portalpasazera.pl można nawet śledzić pociągi na mapie. Pojazdy wykonujące przewozy na zlecenie KZK GOP można z kolei lokalizować na sdip.kzkgop.pl, nie ma aplikacji, ale strona jest dostosowana do urządzeń mobilnych. Wyszukując połączenia korzystam z jakdojade.pl, ale też z map Googla. Na Androida przydatna jest aplikacja MPK Mobile, z rozkładami jazdy offline. Do międzymiastowych przydaje się e-podroznik.pl, choć ten nie uwzględnia wszystkich przewoźników. No i czasem, gdy gdzieś stanę pociągiem w polu, używam specjalistycznego radioodbiornika, żeby dowiedzieć się co jest grane.

Założyliście sobie jakiś cel tych wyścigów, taki moment końcowy, kiedy stwierdzicie, że coś się zmieniło na lepsze?

GOPgear to działania długofalowe. Poza niekonwencjonalnym pokazaniem problemów transportowych jest to też integracja środowiska, które chce zmieniać komunikację w regionie na lepszą. Także horyzont czasowy działania jest dość odległy. Będziemy testować różne trasy, ale i proponować rozwiązania napotkanych problemów. Myślę jednak, że jednym z pozytywnych sygnałów będzie wspólny bilet oraz próby reorganizacji sieci transportowej. Sam wyścig to pokazanie pewnego paradoksu, w idealnych warunkach byłby on niemożliwy, bo trasy by się nie dublowały.

Określiliście już jakieś konkretne problemy?

W naszej aglomeracji problemem jest zdecydowanie brak synchronizacji różnych środków transportu. Mamy idealne warunki, żeby szkielet transportu oprzeć na kolei. Tymczasem u nas nie dość, że nie mamy wspólnego biletu z prawdziwego zdarzenia, to autobusy ścigają się z pociągami i często dublują trasy tramwajów. Jest to nieekonomiczne i niewygodne. Po reorganizacji sieci autobusy na krótkich odcinkach do węzłów przesiadkowych mogłyby kursować znacznie częściej, a nie tak jak teraz. Jadąc do teściów mam pięć autobusów pod rząd w przeciągu 10 minut, a potem 45 minut przerwy. To nie jest dobra komunikacja.

Śląsk jest jakoś specjalnie w tyle, czy może w ogóle w Polsce mamy z transportem publicznym (miejskim) jakiś problem?

W innych miastach jednak idzie to mocno do przodu. Często bywam we Wrocławiu gdzie na biletach okresowych na komunikację miejską można jeździć także pociągami osobowymi, a autobusy nie dublują tras tramwajowych. Wiele innych zespołów miejskich, które odwiedzam, też czynią duże postępy. I nie chodzi tu tylko o inwestycje w tabor i infrastrukturę, ale także o reorganizację siatki połączeń. Bolączką naszego regionu jest niestety to, że trzeba patrzeć na transport miejski całościowo, a nie z perspektywy jednego miasta. Władze nie do końca zdają sobie z tego sprawę, trudno im się też między sobą dogadać. Tutaj moim zdaniem leży większość problemów w naszej specyficznej sytuacji.

A na dłuższych odcinkach jak wygląda sytuacja?

Tu najbardziej denerwuje mnie nierówny standard obsługi. Dotyczy to jakości taboru, czasów przejazdu i fachowości drużyn konduktorskich. Raz jadę nowoczesnym IC, raz zdezelowanym TLK i to za tę samą cenę. Nie rozumiem też tworzenia rozkładów jazdy, każdy pociąg po tej samej trasie jedzie jakoś inaczej, poza tym jego rozkład zmienia się kilka razy do roku. Rozumiem, że są remonty, ale…

Co do konduktorów, to tutaj widzę naprawdę bardzo duży postęp przez te kilka lat, ale wciąż jest jeszcze dużo do zrobienia.


Marcin Domański – urodzony w Katowicach, za miłością wyjechał na Zagłębie. Z zawodu inżynier telekomunikacji. Ciągle w ruchu, praca w miejscu zamieszkania to dla niego egzotyka. Zamiast prawem jazdy dysponuje całą gamą biletów miesięcznych. W pociągach jest najbardziej kreatywny. Tam ćwiczy, goli się i wykonuje dużą część swojej pracy, nie tylko zawodowej. Autor serii „Ćwicz z Pendolino” oraz organizator wyścigów różnych środków transportu GOPgear. Zwolennik współdzielenia zasobów i dematerializacji gospodarki.


Zdjęcie okładkowe dzięki uprzejmości TEDxKatowice. Fot. Marek Dziurkowski.