Liczenie punktów

2 czerwca 2017
Blog

W polityce od dawna stosuje się wiele sportowych metafor, a od kilku tygodni hitem jest sprowadzanie spraw zagranicznych do wyników. Było 27:1, a teraz jest 190:0. Tyle tylko, że to pierwsze ma sens, a to drugie jakby trochę mniej.

Kiedy Donald Tusk został wybrany na kolejną kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej, stało się to głosami 27 państw i w opozycji do jednej osamotnionej Polski. Bowiem nasi wspaniali reprezentanci stwierdzili, że Polaka nie poprą. Wtedy utarło się, że polski rząd przegrał 27:1, bo też grali przeciwko komuś i czemuś.

Dzisiaj czytam, że polski rząd wygrał 190:0 w sprawie głosowania nad tym aby Polska została niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. I w sumie byłoby to nawet pocieszające, że wygraliśmy w jakiejś politycznej układance. Problem jest tylko taki, że nie konkurowaliśmy z nikim. Także wygraliśmy, ale co najwyżej sami ze sobą.

To trochę tak, jakby polska reprezentacja w piłce nożnej zagrała mecz bez przeciwników, a potem ogłosiła wynik 190:0, a może nawet lepszy. Kto wie, może jak Prawo i Sprawiedliwość weźmie się na serio za sport to tak właśnie będą wyglądały mecze piłki nożnej? Przecież partia Jarosława Kaczyńskiego kocha takie absurdalne pomysły. Daleko nie szukając – jest przecież powracająca ostatnio sprawa ułaskawienia Mariusza Kamińskiego przez Prezydenta Andrzeja Dudę. Niby nic, tylko dziwnym trafem prezydenckie ułaskawienie nastąpiło przed ogłoszeniem wyroku. W tym przypadku ani rząd ani Prezydent nie garneli się w do sądowego „liczenia punktów” i woleli uznać spotkanie za nieważne.

PiS generalnie idzie drogą, że jak w czymś przegrywa to jest to jakaś nieważna sprawa lub wyniki zostały sfałszowane. Taką narrację szyto kiedy partia Kaczyńskiego przegrywała, ale teoria poszła w odstawkę kiedy tylko wygrała. Jeżeli domeną rządu Donalda Tuska była ciepła woda w kranie, tak hasłem rządu Beaty Szydło jest propaganda sukcesu. Szkoda tylko, że te sukcesy bywają najczęściej urojone.

Jak już liczmy punkty to trzeba sobie powiedzieć jasno, że w tym tygodniu to właściwe wszyscy przegraliśmy w momencie kiedy Donald „ten drugi” Trump wypowiedział w imieniu Stanów Zjednoczonych porozumienie klimatyczne, które mówiło o walce z globalnym ociepleniem. Globalne ocieplenie ma to do siebie, że rozgrzewa nie tyle środek kuli ziemskiej co bardziej jej – póki co – zamarznięte bieguny i głowy pewnej rzeszy ludzi, które w owo ocieplenie nie wierzą.

W tym przypadku wynik można liczyć w stopniach Celsjusza, których tak szybko nie ubędzie.

Podobało się? Podaj dalej
»