Kuratorzy, głupcze!

3 października 2017 Blog

Od kilku lat głównie wychwalam katowicki Ars Independent, a w tym roku mógłbym zrobić dokładnie to samo, ale gdzie w tym większy sens? Pozwólcie, że skupię się w tym tekście na jednym drobnym aspekcie festiwalu. Na kuratorach.

To ci ludzie, którzy przez cały rok przegrzebują się przez internet, katalogi dystrybutorów i prace nadesłane przez autorów, a potem wybierają z nich to co najlepsze, albo najciekawsze, albo najdziwniejsze. Tak, myślę, że przy Ars Independent warunkiem wejścia do programu festiwalu nie musi być najlepsza realizacja, jeżeli coś po prostu potrafi wzbudzić jakieś emocje. Bo tu nie chodzi o to, żeby się wszystko wszystkim podobało. Wręcz przeciwnie. Może wkurzać. Powinno wkurzać?

No i tutaj pojawia się kurator. To on wybiera, to on podejmuje ryzyko (chociaż nad nim jest jeszcze dyrektor festiwalu) i to on powinien nam powiedzieć dlaczego wybór padł na taką a nie inną propozycję. I tak w zasadzie dzieje się podczas Arsa już od jakiegoś czasu (jeżeli nie od pierwszej edycji). Przed pokazami konkursowymi, zawsze wychodzi ktoś, kto miał wpływ na wybór i wyrzuca z siebie kilka słów o filmie lub bloku produkcji, które zaraz zostaną wyświetlone.

Prowadzi to do takich sytuacji, że przed seansem ludzie dyskutują o tym, kto wybrał danych film i czy warto z tego powodu iść na ten czy inny pokaz. Zdarzyło się, byłem świadkiem, że ktoś zrezygnował, bo gust danego kuratora nie zgrywa się z jego. Świetnie, że cześć z widzów ma już takie obeznanie – szkoda, że nie wszyscy mają taką okazję (trzeba jednak ich znać osobiście).

Ale, może czas podbić stawkę, wypchnąć kuratorów/programatorów z cienia (oglądaliście mój wywiad z Natalią Kaniak?) i dać im jakąś większą siłę. Niekoniecznie w sferze głosowania na najlepszy film (tu świetnie sprawdza się publiczność), ale w procesie promocji czy okresie międzyfestiwalowym. Bo to w zasadzie na nich opiera się cały festiwal, to oni są jego – czarnym – sercem i fajnie byłoby np. dostawać ich polecenia przez cały rok. Może powinno się im oddać jakąś przestrzeń w kanałach społecznościowych/www Arsa? Sama informacja o nazwisku i bardzo krótka nota bio to za mało. Zdecydowanie za mało!

Bądźmy szczerzy. Samemu na taką produkcję jak Quality time bym pewnie nie wpadł. Takich perełek łączących stylistyki gier komputerowych i różnych gatunków filmowych, które przy okazji opowiadają banalnie dobre opowieści, nie znajduje się o tak w internecie. To ktoś musi wykopać spod zwałów złych produkcji. Szkoda, że publika nie wybrała tego filmem festiwalu. Obejrzyjcie, jak będziecie mieć możliwość.

No dobra, ale zejdźmy już z tych biednych kuratorów. W tym roku Ars był niezły, a przynajmniej te punkty, na których miałem okazję kaszleć (sorry, ale taki mamy klimat). Skupiłem się więc z powodu tego kaszlu na punktach związanych z animacją i filmem. Oprócz świetnych pokazów w kategoriach konkursowych, daje kciuki za pokaz klasycznych anime na dużym ekranie, podwójne projekcie filmów konkursowych i za pokaz gry komputerowej z muzyką graną na żywo. Na to ostatnie nie dotarłem (kaszel, cholera, kaszel gruźlika i humor gruźlika), ale przeczuwam, że to był najciekawszy punkt programu. Na pewno koncepcyjnie, taki był.

Arsie rośnij, dojrzewaj, ale nie dorastaj.

Fot. Kamil Wędzicha i Natalia Kaniak / Ars Independent

Podobało się? Podaj dalej »

Nazywam się Sebastian Pypłacz, piszę z perspektywy mieszczucha, który interesuje się zarówno kulturą, jak i polityką. Staram się pokazywać, że oba te tematy nie są niczym tak strasznym ani nudnym, jak wielu sądzi.