Kupisz orła?

22 sierpnia 2017 Blog

Od kilku dni po sieci krąży zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego w pelerynie przeciwdeszczowej. Peleryna o tyle specyficzna, że w barwach narodowych, a w dodatku z godłem na piersi. Nietrudno się chyba domyślić, że całość (bohater zdjęcia, ale i cała otoczka) wywołała falę memów i komentarzy. I pozwólcie, że w tym miejscu pożegnamy już Prezesa, a w dalszej części tekstu przejdziemy do problemu jaki mamy z barwami narodowymi i symbolami wszelkiej maści.

Jeżeli wychowywaliście się w latach dziewięćdziesiątych to pewnie pamiętacie, że był taki okres kiedy amerykańską flagę dzieciaki nosiły na różnorakich rzeczach. Były w tym zestawie: koszulki, czapki, zeszyty, piórniki, pamiętam pościel albo koc, a pewnie ktoś miał i majtki w barwach amerykańskiej flagi. Taki to był czas kiedy wszystko co amerykańskie od razu było lepsze i kojarzyło się pozytywnie – trzeba przyznać, że propaganda popcornowego kina nas wtedy nieźle urobiła.

Nie pamiętam nikogo kto nosiłby podobne rzeczy z biało-czerwonymi barwami. Chyba nawet koszulek polskiej reprezentacji było mniej na podwórku niż tych z nazwiskami i oznaczeniami zachodnich drużyn. Chociaż ten temat mnie nigdy nie interesował, więc mogę się tu akurat mylić.

Wspomniałem o amerykańskich filmach, gdzie flaga Stanów Zjednoczonych powiewała, a ludzie z dumą nosili te barwy na co dzień, i muszę Wam powiedzieć, że długo myślałem, że to jakaś sztuczna filmowa ułuda. Taka narodowa propaganda serwowana przez twórców kolejnych produkcji, w których odważni amerykanie ratują świat. Kiedy zaglądam na współczesne produkcje youtuberów ze Stanów Zjednoczonych, mam – ku mojemu zaskoczeniu – takie same obrazki przed oczami. Okazuje się, że to podejście do narodowych barw naprawdę jest inne niż u nas do naszych, że to wszystko jest naturalne i robione z jakimś takim… luzem.

Powiecie, że my mamy przecież ten cały narodowy przemysł modowy – te koszulki z żołnierzami wyklętymi, powstańcami, hasłami wyrwanymi z patriotycznych tekstów, czy nawet z naszym białym orłem. Ostatnio po sieci krążyły zdjęcia pary przechadzającej się polską – a jakże – plażą, która oprócz takiej odzieży o zabarwieniu patriotycznym, miała też odpowiednie narodowe tatuaże. Widok był – to trzeba przyznać – swoisty. Wielu przy takich okazjach stwierdza, że takie obnoszenie się z narodowymi symbolami to nie patriotyzm. Chociaż ja bym powiedział, że to raczej problem skali, gustu i odpowiedniego doboru.

Bo przecież taka odzież patriotyczna już kilka lat temu bardzo dobrze radziła sobie na salonach, kiedy to projektant Robert Kupisz wypuścił kolekcję inspirowaną Powstaniem Warszawskim. Jak sam mówił: inspirowali go młodzi ludzie, którzy w tym zrywie brali udział, a w szczególności to, jak dobrze byli ubrani. Kupisz jest też autorem koszulki z orłem, którą w swoim czasie nosił co drugi celebryta. Jego projekty były i są dowodem na to, że da się stylowo „sprzedać” patriotyzm.

Tymczasem czy zdarzyło Wam się kiedyś przez przypadek ubrać czerwone spodnie i białą koszulkę? Jeżeli nie to zachęcam do zrobienia takiego eksperymentu – gwarantuję, że przez ten czas będziecie ściągali wzrok i komentarze przypadkowych przechodniów i znajomych. No bo, jak to tak ubrać się we flagę?

Nasz problem z flagą, a raczej z przedmiotami nią inspirowanymi, jest głębszy niż jakość wykonania. Nie chodzi bowiem o to, że – pozostańmy już przy wątku odzieżowym – koszulki mają brzydkie nadruki lub kroje, ale o to, że te narodowe symbole kojarzą nam się z ogromnym patosem. To pokłosie przydługich szkolnych apeli, z których nic nie wynika, ale także wpajania narodowej martyrologii przez polski system edukacji.

Nie oburza mnie koszulka z żołnierzem wyklętym, tatuaż z orłem czy przerobiony symbol Polski Walczącej. Bo to symbole, które powinny być przerabiane przez kulturę, a moda jest jej elementem. Problemem jest dla mnie raczej epatowanie tymi symbolami, tak jak wielu epatuje się znanymi sportowymi markami. Wiecie kiedy masz spodnie z orłem, koszulkę z powstańcem, a czapkę z napisem Bóg Honor Ojczyzna to tak jakbyś te same elementy ubioru miał z wielkimi logosami Adidasa i podobnych firm.

Tak na zakończenie, zahaczmy jeszcze delikatnie o wątek muzyczny. Kilka lat temu ukazała się na rynku taka – chyba okolicznościowa – składanka, na której kilkunastu wykonawców zaprezentowało dość radykalne interpretacje polskiego hymnu. Oczywiście były głosy, że jak to tak, że tak nie wolno i tak dalej. Tymczasem była tam taka fajna wersja Mazurka Dąbrowskiego w wykonaniu zespołu Komety. To taki fajny patriotyzm, bez zadęcia, bez epatowania, a z luzem i jakąś nadzieją.


Tytuł zaczerpnięty został z koszulek marki SHE/S A RIOT, która lekko zakpiła z kolekcji koszulek patriotycznych wspomnianego w tekście projektanta.

Podobało się? Podaj dalej »

Nazywam się Sebastian Pypłacz, piszę z perspektywy mieszczucha, który interesuje się zarówno kulturą, jak i polityką. Staram się pokazywać, że oba te tematy nie są niczym tak strasznym ani nudnym, jak wielu sądzi.