Filozofia od dupy strony

18 grudnia 2017
Blog

Od kilku dni w Katowicach rozgrywa się konflikt na linii Wojewoda Śląski – część (mam nadzieję, że ta większa) mieszkańców Katowic, a poszło o nocną podmianę nazwy przydworcowego placu z Szewczyka na Kaczyńskich. Co nastąpiło w przedziwnych okolicznościach (temat na inny wpis) i w efekcie ustawy dekomunizacyjnej, która sprowadza ocenę polskiej historii do systemu zerojedynkowego. Przy tej dyskusji nagle pojawił się problem: jak to bronić Szewczyka, który komunistą był, a w dodatku zapisał się kiedyś do ONR, a my przecież tak głośno mówimy o tym, że ONR jest zły?

Da sie, ale pozwólcie, że dojdziemy do tego od tak zwanej dupy strony. Powiedziałbym, że nawet bardzo dosłownie od tej strony, a to za sprawą Józefa Piłsudskiego, który miał powiedzieć do dziennikarza, że „racja jest jak dupa, każdy ma swoją”. Gdzie racja, o której mówił, to coś co nazywamy też prawdą, a ja lubię dodawać prawdą objawioną, czyli czymś co jest na sto procent pewne. Pewna jest tylko śmierć, chociaż są tacy co i z tym się kłócą. Przyjmijmy jednak, że nawet jeżeli jest „coś po śmierci” to wyzionięcie ducha jest przeżyciem najbardziej drastycznym z możliwych. Idąc tym tropem, doprowadzenie do tej jednej – w miarę – pewnej rzeczy jest rzeczą najgorszą jaką można dokonać. Bo czy to po prostu śmierć, czy to przejście do nieba, czy to reinkarnacja – niczym przyjemnym – delikatnie mówiąc – ten proces nie jest. Okazuje się, że nawet w tej – zdawałoby się najbardziej oczywistej – sprawie mamy kilka wersji „prawdy”, przy czym wszystkie traktują śmierć jako coś „wielkiego”.

Stawiając każdy inny problem przy czymś takim jak życie i śmierć, można potraktować go jako coś mniejszego. Mniejszego, więc jednak mniej ważnego, a przy tym skrajnie różnie interpretowanego w różnych regionach naszego globu (pozdrawiam płaskoziemców). Tym wszystkim są więc nasze prawa, zasady moralne, etykieta czy wszelkie normy kulturowe, które są, no właśnie, zależne od naszej kultury, a także sytuacji, w której jako jednostka, a także jako pewna zbiorowość, jesteśmy. Spoglądając na sprawę – ponownie – od dupy strony, to rzućmy okiem na coś najmniej kontrowersyjnego – część świata uważa, że lepszy jest ruch lewostronny, a cześć że jednak prawostronny, a są pewnie i takie rejony, gdzie to totalnie nie ma zastosowania. Albo inaczej, jako pewne grupa o wspólnych wartościach potępiamy morderstwo, ale też w tej grupie są osoby, które potrafią usprawiedliwić morderstwo dokonane podczas wojny czy w obronie własnego kraju. Czymś innym jest zabicie sąsiada, a czymś innym zabicie kogoś podczas wojennej bitwy? Niby tak, niby nie, zależy od kontekstu, zależy od prywatnej historii, generalnie i w skrócie: zależy.

Jak wszystko zależy to jedyne co możemy to zastanowić się nad jednym: jak ocenić czyjekolwiek czyny? Zadanie to karkołomne, ale dla uproszczenia stworzyliśmy sobie jakieś umowne zasady, które jednak funkcjonują na pewnym terenie i w pewnym okresie czasu. Czym innym jest kradzież chleba we współczesnej Polsce, a czym innym w Wielkiej Brytanii sprzed wieków, gdzie jak dobrze pamiętam (może dla pewności nie powołujcie się na mnie w pracach naukowych i tym podobnych) można było za to zostać zesłanym do koloni karnej, którą była kiedyś Australia. Swoją drogą to, że kiedyś ktoś mógł uważać zesłanie do Australii za jakiś wymiar kary uważam za szczyt relatywizmu, wszak dziś Australia jawi się – przynajmniej w moich oczach – jako raj na ziemi. Czym innym jest też zimno na Alasce, a czym innym w tejże Australii.

Pójdźmy dalej – jeżeli ocenianie innych kultur może być problematyczne, to ocenianie postaci historycznych jest już zadaniem arcytrudnym. A w im dziwniejszych czasach ludzie żyli (chociaż czy były jakieś „niedziwne”?) tym sprawa jest bardziej skomplikowana. I po to wymyśliliśmy taką „branżę” jak historyków, żeby to na nich zrzucić tę cholerną robotę. A ich praca to także, sięganie po pomoc ludzi z innych „branży”. I tak w sprawie wspomnianego na początku Szewczyka, można potraktować go jako komunistę i członka ONR, czytając tylko o jego działalności politycznej, a można zapytać jeszcze o zdanie specjalistów od literatury i zbudować szerszy kontekst. I jasne taki Szewczyk, gdyby go w jeden do jednego przenieść do współczesności, z takimi poglądami jakie rzekomo miał raczej odstawałby od współczesnych norm. Jednak takie przeniesienie nie jest możliwe, a nasze społeczeństwo – na szczęście – poszło od jego czasów do przodu, a i ten nieszczęsny Szewczyk dołożył do tego swoją cegiełkę. Przy tym należy się raczej zastanowić raczej nad tym, czy takiemu Wilhelmowi Szewczykowi daliśmy plac za to, że był takim a takim politykiem, czy za to, że jednak dołożył tę cegiełkę do naszego rozwoju. W tym przypadku do rozwoju naszej nauki o literaturze.

Idąc tym tropem inaczej możemy oceniać kogoś kto był w ONR w poprzedniej epoce, a inaczej kogoś kto jest w ONR teraz, w całkowicie innych okolicznościach przyrody. Dla jasności: tych będących w ONR teraz – co do jednego – mam za idiotów (tak, oni pewnie mają mnie za idiotę).

Podsumowując: prawdy nie ma, ale dążymy do czegoś, co nią jest. Gdyby prawda objawiona istniała, pół świata moglibyśmy skazać na śmierć, bo się mylą. Lepiej stwierdzić, że prawdy nie ma, że po prostu jej szukamy. Jak ją znajdziemy to uznałbym to za prawdziwy koniec świata. Dlatego, ku chwale owego świata i poszukiwania prawdy, sprzeczajmy się.

Wpis dedykuję wszystkim, z którymi się nie zgadzam, a których uważam za fajnych ludzi.

Podobało się? Podaj dalej
»