Czy to już przyszłość? – Powrót do Twin Peaks #6

29 maja 2017
Blog

Czekaliśmy, czekaliśmy i się doczekaliśmy. Jednak na pytanie jak jest – jeszcze nie mogę odpowiedzieć. Zresztą w przypadku twórczości Lyncha trudno o jednoznaczną ocenę w tak krótkim czasie po pierwszy obejrzeniu.

Jedno jest pewne – w nowym Twin Peaks mało jest tytułowego miasteczka, a nawet jego klimatu, bo bardziej czuć tu ducha kinowych produkcji Lyncha. Więcej jest tu mitologi, symboli i takich informacji zrozumiałych tylko przy oglądaniu którymś z kolei lub z odpowiednim zasobem ściąg. I jasne w oryginalnym serialu też było wiele tajemnic, ale jednak taka przystępna fabuła była wysunięta na pierwszy plan. Tutaj proporcje się zamieniły i to te elementy wymagające uruchomienia szarych komórek, te które pobudzają dyskusję na temat Twin Peaks, są najważniejsze. Tymczasem „ta oczywista” fabuła jest podawana na zasadzie krótkich nowel, w których zarówno powracamy do znanych bohaterów, jak i poznajemy nowych.

Po czterech odcinkach można powiedzieć, że to wszystko bardzo wolno nabiera rozpędu, a kierunek zaczyna być jasny, albo przynajmniej jasny. Główną osią fabularną tego sezonu Twin Peaks będzie więc bardzo konkretne starcie dobra ze złem, w postaci starcia prawdziwego Coopera z jego mrocznym alter ego. Ten dobry był „uwięziony” przez ostatnie 25 lat w Czarnej Chacie, a ten zły podróżował przez ten czas po Stanach Zjednoczonych i rozsiewał zło. To jest też w zasadzie punkt, w którym opowieść pozostawiono nam przed laty, ale też naturalny punkt wyjścia do ciągu dalszego.

W pierwszych odcinkach dowiadujemy się, że jakiś ekscentryczny milioner finansuje badania nad tymi dziwnymi wymiarami, z których pochodzi BOB, karzeł, gigant oraz cała grupa dziwnych istot, które poznawaliśmy w ostatnich rozdziałach opowieści. W praktyce wygląda to tak, że w Nowym Jorku prowadzone są obserwacje szklanej klatki, która jest bramą między światami. Między naszym, Czarną Chatą a pewnie też innymi wymiarami.

Wiemy też, że Ten Zły Cooper poszukuje czegoś – możemy się domyślać, że tajemniczego pierścienia, który już wcześniej się pojawiał, ale jego rola jest nadal niejasna. Napewno pierścień ma jakąś własną świadomość, która decyduje czy chce być noszony przez tę czy inną osobę.

Pojawił się też wątek bliźniaczy do tego, który przedstawiony był w oryginalnym serialu. Jednak tym razem pokazany jest z perspektywy nieświadomego mordercy. I znowu szanowany i dość przeciętny mieszkaniec spokojnego miasteczka nocami staje się mordercą, a to co robi wydaje się mu tylko makabrycznym nocnym koszmarem. A prawdę uzmysławia sobie dopiero kiedy policja punka do jego drzwi.

Jest też wątek dotyczący tytułowego miasteczka Twin Peaks, ale póki co dostajemy w nim tylko strzępy informacji na temat tego co robili znani nam bohaterowie przez ostatnie 25 lat. Jednak jeżeli miałbym coś zakładać – to to, że właśnie w Twin Peaks historia dojdzie do finału i to tam wszystkie wątki się połączą.

Chociaż oczywiście to projekt Davida Lyncha i niczego nie można być tutaj pewnym. Nawet tego, czy bohaterowie są napewno tymi samymi, których znamy, miejsca są tam, gdzie nam się je sugeruje, a zdarzenia dzieją się w takiej kolejności, w jakiej pokazuje się nam je na ekranie. Po tych pierwszych czterech odcinkach już jasnym jest, że zasada braku zaufania do oczywistych rozwiązań, sprawdzi się podczas dalszego oglądania i rozkminania o co chodzi. No i właśnie na to czekaliśmy – teraz trzeba tylko trzymać kciuki, by ta gra miała jakiś satysfakcjonujący finał, którego w oryginalnym Twin Peaks zabrakło.


Tekst jest częścią cyklu Powrót do Twin Peaks, w ramach którego wspólnie przygotowywaliśmy się do powrotu tego kultowego serialu do telewizji, a teraz śledzimy ciąg dalszy.

Podobało się? Podaj dalej
»