Czwarta władza

27 lutego 2018
Blog

Do polskich kin wszedł niedawno film, który sprawi, że będzie mieli ochotę kupić gazetę, może nawet jakąś lokalną. Mowa o Czwartej władzy Stevena Spielberga, obrazie który można ustawić w jednym rzędzie z Wszystkimi ludźmi prezydenta i Spotlight.

Nie spodziewajcie się jednak po Czwartej władzy jakiegoś niesamowitego widowiska, które mogłoby Wam zasugerować nazwisko Spielberga. Najbardziej spektakularne momenty filmu to sceny rozmów, a to dlatego, że zagrane zostały przez świetnych aktorów (Meryl Streep, Tom Hanks i Bob Odenkirk), a najbardziej dynamiczne ujęcia to te pokazujące pracę maszyn drukarskich. To jeden z TYCH filmów, które opowiadają o jakimś ważnym epizodzie z historii Stanów Zjednoczonych, a wykonane są poprawnie aż do bólu. Bólu szczególnie polskich widzów, którzy zamiast takich produkcji o polskich dziejach, dostają od rodzimych producentów albo martyrologiczne brednie albo jakieś bajeczne wizje, ale nie o tym miało być.

Po co nam dziennikarstwo i jak je sfinansować? To dwa najważniejsze pytania jakie stawia przed widzem Czwarta władza i nieprzypadkowo padają one w 2018 roku. W czasach, w których szerzą się dwie straszliwie zaraźliwe choroby dobijające świat wartości, czyli: populizm i komercjalizacja. W czasach kiedy duża część prasy żyje nie tyle dzięki czytelnikom, a wpływom z reklam, często finansowanych przez polityków, których prasa miała doglądać.

Odpowiedź na nie nie była prosta w latach 70 (tj. kiedy rozgrywa się akcja filmu), ani nie jest prosta teraz. Bo, jasne bohaterzy powtarzają słowa o wolności prasy, o potrzebie mówienia o trudnych sprawach, o nagłaśnianiu politycznych afer, ale szybko natrafiają na problemy. Bo czy mogę napisać źle o polityku, z którym bawię się na imprezach, którego goszczę w domu – w skrócie jaka jest odpowiedzialność dziennikarza i wydawcy? I w tym samym pytaniu upatrywałbym genezy zmian, które zachodzą obecnie w „naszym ulubionym” serwisie społecznościowym. Zauważyliście, że dostajecie od Facebooka więcej wpisów znajomych niż informacji od stron publikujących newsy? Jeszcze rok temu Facebook był na prostej drodze do tego by zmonopolizować dystrybucję newsów, a dziś – dosłownie – zawrócił. Nie bez znaczenia była tutaj odpowiedzialność za to, że nieprawdziwe i nierzetelne treści zdobywały popularność w mediach społecznościowych właśnie, a te „fake newsy” miały znaczący wpływ na wybory polityczne na niemal całym globie. Ta odpowiedzialność musiała przerazić zarząd Facebooka, bo drastyczna zmiana strategi nie wzięła się znikąd.

Wracając jednak do tematu filmu. Pójdzie do kina, a zobaczycie dobrych aktorów i może chętniej kupicie jakąś gazetę, żeby wesprzeć jakąś – najlepiej lokalna – redakcję. Czwartej władzy nie zawodzi, ale też nie zachwyca – to po prostu solidny film z bardzo mocnym przekazem. Cholernie aktualnym w dzisiejszych czasach przekazem.

Podobało się? Podaj dalej
»