Co dalej?

12 lutego 2019
Blog

W tym roku dwa razy pójdziemy do urn i zdecydujemy o tym jak ma wyglądać polska rzeczywistość w kolejnych latach. Patrząc na to co wydarzyło się w naszym kraju po 2015 roku i jak bardzo Prawo i Sprawiedliwość zmienia Polskę na swoją modłę, a także jakie padały i padają oskarżenia oraz stwierdzenia ze strony opozycji, to będą trudne kampanie, jeszcze trudniejsze wybory, ale najtrudniejsza będzie ta rzeczywistość, która przyjdzie po nich. Ktoś w końcu zada pytanie: co dalej?

Przyjmijmy, że wybory wygra Prawo i Sprawiedliwość. Możemy oczekiwać dalszego przetrawiania instytucji, nocnych zmian prawa, wygłaszania oświadczeń zamiast konferencji i – co jak pokazują dość jasno ostatnie tygodnie – Państwa sterowanego z Nowogrodzkiej. Generalnie o tym już napisano miliony znaków w gazetach i portalach.

Ciekawszym wątkiem jest to co stanie się, jeżeli wygra opozycja. Bo jeżeli traktuje ona poważnie swoje słowa, a także my mamy tak robić (nieważne czy jej kibicujemy, jesteśmy jej częścią czy jednak stoimy po innej stronie pola bitwy) to po rządach PiS musi przyjść coś nowego, musi pojawić się coś co pokaże nam jasno, że idzie lepsze. Przy czym trzeba sobie też jasno powiedzieć, że nie ma też powrotu do tego co działo się przed rządami partii Jarosława Kaczyńskiego. Nie ma możliwości wczytania zapisu gry sprzed kilku lat.

Po pierwsze, co zrobić z prawem, które uchwalane było w rozgardiaszu, po nocach, bez konsultacji i przy częstym oporze społecznym? Nie da się wyciąć części przepisów, bez naruszania innych, które mogą być akurat przydatne.

Po drugie, co zrobić z sądami, instytucjami, spółkami czy innymi podmiotami zależnymi od rządu? Czy ma odbyć się wielkie wietrzenie? Przecież nie można z dnia na dzień wymienić zastępu urzędników, nawet jeżeli myślimy tylko o tych na najwyższych stanowiskach. Nie mówiąc już o pozbywaniu się sędziów różnych sądów, powołanych we wątpliwych okolicznościach. Co zrobić z tymi podmiotami, które utraciły swoje „marki”. Myślę tu chociażby o TVP, któremu nigdy nie było dalej do brytyjskiego wzoru niż dziś.

Po trzecie, co zrobić z tymi ogromnymi podziałami społecznymi, gdzie kłótnia i spór zastąpione zostały trollowaniem i brakiem jakiejkolwiek konstruktywnej rozmowy.

Co dalej? Po PiSie, po rządach PO, SLD i innych, które mamy za sobą, a które – wszystkie – miały swoje wady i problemy. Twardy reset? To pachnie rewolucją na miarę tej, która jest marzeniem polityków prawicy. Powolna ewolucja? Ta sugeruje jednak, że wiele osób nie odpowie za swoje decyzje z ostatnich kilku lat. To tylko pierwsze problemy z jakimi będzie musiała się zmierzyć opozycja po – ewentualnie i mam nadzieję – wygranych wyborach.

Niestety ani samo PO, ani sam Biedroń, czy ktokolwiek inny nie jest w stanie posprzątać naszego kraju, ba, obawiam się tego, że pokusa wejścia w buty PiS będzie zbyt duża dla samodzielnej partii. Wiecie, jeżeli PiS obsadził wszystkie stanowiska swoimi, którzy niekoniecznie posiadali kompetencje to czemu i my mamy tego nie zrobić? Walka z tymi praktykami jest możliwa tylko wtedy, jeżeli w szerokiej koalicji znajdą się osoby z różnych stron, które będą miały tylko jeden cel: przywrócić porządek prawny i odbudować podstawowe instytucje, a przy okazji – będą patrzeć sobie na ręce.

Dlatego bliżej mi do idei jednego wspólnego frontu w wyborach do parlamentu, ale takiego, który nie będzie rządził przez pełną kadencję (nawet sobie tego nie potrafię wyobrazić), ale takiego z jasną listą zadań, problemów i celem: osądzenie (lub rozpoczęcie tych procesów), reformy i zwołanie wyborów. Twarzą tego wszystkiego nie powinien być jednak żaden czynny obecnie polityk, a ktoś spoza tego świata. Pasuje mi tu bardziej spokojny akademik, „premier techniczny”, który stworzy rząd kontraktowy i po prostu odwali kawał trudnej roboty. Mamy na czym się uczyć – z błędów naszej polityki po 89, ale i z momentów, kiedy potrafiliśmy siąść i chociaż spróbować dogadać się na kompromisy i reformy.

Przypadkowo mamy w tym roku okrągłą rocznicę wydarzeń, które wymagały spokoju i konsekwencji w szukaniu kompromisu. Nie spieprzmy tego przez osobiste ambicje i jak tylko możemy naciskajmy opozycję do PiS z każdej strony do rozmowy. Bo jak nie, to po PiS będzie albo gorzej od razu, albo otworzymy furtkę dla kogoś o wiele groźniejszego dla demokracji niż jeden Pan z kotem.

Podobało się? Podaj dalej!