Adam Kowalski: fascynująca sprzeczność

10 września 2016
Wywiady

Można by powiedzieć, że scenografia po prostu stoi za artystą, ale byłoby to mocne spłycenie tematu. O tym jaka jest rola tła porozmawiałem z Adamem Kowalskim z Centrum Scenografii Polskiej – oddziału Muzeum Śląskiego.

W oczach laika scenografia to coś ulotnego, coś co wypełnia tło za artystami, a po spektaklu jest składane i zalega w magazynach. Czemu warto poświęcać temu wystawę i festiwal?

Adam Kowalski: Właściwie odpowiedziałeś już na to pytanie. Na początku była troska – troska o przemijanie ulotnego zjawiska jakim była i jest tzw. plastyka teatralna. Kostiumy, dekoracje, makiety – wszystko w teatrze służy chwilom spektaklu kiedy wszystkie te elementy plus oczywiście aktor, światło, charakteryzacja, rekwizyty tworzą relację, pewien kompletny odrębny świat mający swoją dynamikę, konstrukcję, zasady i treść. Kiedy spektakl się kończy lub schodzi z afisza scenografia trafia do magazynu (jeżeli teatr ma wystarczająco duży magazyn, aby gromadzić w nim scenografie), na przeróbki lub na śmietnik. Kostiumy do magazynu kostiumów, wypożyczalni lub przeróbki, a światło… po prostu gaśnie.

Lepiej, żeby trafiła do zasobów muzeum, bo…

Zachowujemy pamięć – o dużych i ważnych spektaklach, ale również o własnym i cudzym życiu, emocjach. Z sposobu w jaki tworzymy lub wzmacniamy w scenografii znaczenia, np. tekstu dramatycznego, czy jakiegokolwiek innego, który wspieramy wizualnie, płyną też ciekawe wnioski o sile obrazu, sposobie jego percepcji, znaczeniu przestrzeni dla ludzkich zachowań.

W Centrum Scenografii Polskiej zajmujecie się nie tylko teatrem.

Tak, bo scenografia to nie tylko teatr, ale również film, telewizja (nawet najuboższe studio ma jednak jakąś aranżację przestrzeni), widowiska muzyczne i reklama mamy z nią do czynienia po wielokroć codziennie. Scenografia wdarła się również do muzeów, centrów handlowych, eventów, gier komputerowych, pojawiła się kategoria performatywności wielu zjawisk okazuje się, że mamy do czynienia z całkiem obszerną gałęzią wiedzy o tzw. przestrzeni.

A da się scenografię pokazywać bez kontekstu, bez informowania o tym z jakiego przedstawienia czy wydarzenia pochodzi?

Oczywiście, że się da, ale pytanie brzmi po co i jak? Jerzy Moskal (założyciel Centrum Scenografii Polskiej) wyrywał obiekty scenograficzne z kontekstu spektakli, ale zestawiał je w nową narrację – estetyczną i fabularną, która służyła przybliżeniu istoty samej scenografii bądź stylu konkretnego scenografa. Nadpisywał nowe konteksty zachowując siłę oddziaływania i charakter teatralnej przestrzeni.

Można również po prostu „wyciągnąć” scenografię z spektaklu i spojrzeć na nią z perspektywy jedynie historii sztuki, i to także jest uprawniona optyka. Skarżyński, Kantor, Szajna, Kreutz-Majewski, Mydlarska-Kowal, Wierchowicz, można wymieniać bez końca, to po prostu wybitni artyści, którzy wyrwani z kontekstu scenografii dalej olśniewaliby swoją wizją, kreską, odwagą.

Scenografia to nie tylko ta sfera artystyczna, ale też taka bardziej przyziemna, techniczna i warsztatowa. Na ile jest to dla Ciebie ważne?

Często to właśnie w rysunkach technicznych, szkicach, przekrojach widoczna jest największa kreacja. Jedną z najciekawszych rzeczy odnośnie projektowania scenografii jest możliwość prześledzenia procesu kreacji w pełnej dokumentacji zawierającej nie tylko gotową wizualizację, ale także pierwsze wrażeniowe szkice, rzuty, notatki techniczne czy nawet korespondencję z pracownią krawiecką lub pracownią techniczną teatru. To tam właśnie widać jak bardzo kreatywnym procesem jest projektowanie scenografii – scenograf nie tylko mierzy się z wizją reżysera i inscenizacją tekstu dramatycznego, ale również z licznymi problemami technicznymi, które należy rozwiązać, a których nie można oddzielić grubą kreską od działania stricte artystycznego.

Scenograf jest więc swoistym „człowiekiem orkiestrą”.

Jest jakaś fascynująca sprzeczność w tym zawodzie – świat techniki, liczb i miar gdzie scenograf przejmuje trochę obowiązki producenta i kierownika technicznego (dziś coraz częściej wyręcza go, i chwała mu za to, producent) spotyka się z duchem, wizją i artystyczną swobodą. Scenograf to taki „inżynier kosmosu”. Z drugiej strony studiowanie rozwiązań technicznych dużo mówi nam o samych kulturowych korzeniach teatru. Jakiś czas temu pracowaliśmy z włoskim scenografem Francesco Fassone, który w swoim spektaklu pokazał jak techniki żeglarskie np. odnośnie węzłów, lin, bloczków wpłynęły na kształt teatru we Włoszech. Technika jest również ciekawym elementem.

W teatrze chyba tego aż tak nie widać, ale w filmach i serialach scenografia to także bardzo często powierzchnia reklamowa. To coś złego, naturalnego, a może koniecznego?

To nie tyle scenografia ile poszczególne rekwizyty, albo elementy product placementu wrzucone w środowisko scenografii. Nie sądzę, żeby ten problem był bardzo znaczący dla scenografii. Oczywiście możemy mówić o scenografii reklamowej jako osobnej działce gdzie przekaz marketingowy jest zubożałym odpowiednikiem tekstu dramatycznego, ale to nieco osobny kosmos (bo przy dzisiejszej skali działań reklamowych to już kosmos), w którym kwestie psychologii odbioru, socjologii są również ważne jak wizja plastyczna.

Dopóki filmy takie jak Sanatorium pod Klepsydrą nie będą kręcone w ekskluzywnym, obrandowanym spa, w którym dyrektor marketingu decyduje o plastyce kadrów, możemy spać spokojnie. Zresztą to nie byłby już film, tylko reklama. Poza tym zręczne lokowanie produktu w obszarze np. kostiumu może dziś, w świecie skomercjalizowanym i globalnym tworzyć postać, umiejscawiać ją w świadomości widza pod kątem pochodzenia, gustów, zasobności portfela. Logo jest również znakiem i tekstem. To tylko potwierdza jak bardzo świadomy różnych kwestii musi być scenograf.

Kiedy, jako osoba od dawna związana z teatrem, dostrzegłeś, że scenografia jest tak ważna?

Jestem antropologiem kultury i to pozwala mi spojrzeć na scenografię w kontekstach spoza historii sztuki czy estetyki. Na początku miałem do czynienia głównie z teatrem ruchu, w którym scenografii jako takiej było niewiele, ale przestrzeń – sprowadzona niejednokrotnie do podstawowej jednostki jaką jest ludzkie ciało i jego możliwości wyznaczania i przemierzania przestrzeni były tam wielokrotnie poddawane refleksji, badaniom i działaniom performatywnym.

Pracując w teatrze jako kurator i producent miałem z tematem scenografii do czynienia również od strony praktycznej. Kiedy więc pojawiła się szansa, aby podjąć próbę poprowadzenia Centrum pomyślałem, że to ogromne wyzwanie żeby upowszechniać wiedzę o scenografii jako o dziedzinie sztuki, ale również właśnie dyscyplinie badawczej i naukowej, w której krzyżuje się tak wiele tropów.

Gdyby ktoś obudził Cię w nocy i zapytał o najlepszą scenografię jaką widziałeś w życiu – jaka byłaby odpowiedź?

Nie mam swojej ulubionej scenografii. Lubię różne sposoby budowania przestrzeni. Podoba mi się to, co zrobiła Justyna Łagowska z symboliczną przestrzenią Stoczni Gdańskiej w „H” Jana Klaty – takie łapanie oparów historii i znaczeń w sieć scenografii, a jednocześnie jakieś odzyskiwanie przestrzeni, bardzo w postindustrialny punkt. Generalnie lubię wykorzystywanie przestrzeni miejskich – jak w amerykańskim Makbecie Grzegorza Jarzyny, czy Made in Poland Przemysława Wojcieszka, gdzie światu dodaje się kontekst zmieniający wszystko – od znaczenia przestrzeni, po relacje społeczne. W takich projektach ujawnia się prawdziwa siłą scenografii i teatru, trwają dłużej i działają mocniej.

Z drugiej strony uwielbiam scenografie oszczędne, syntetyczne, takie, w których przestrzeń tworzy struktura i światło. Bardzo fajnie sprawdza się to w spektaklach teatrów tańca – Batsheva Dance Company albo Nederlands Dans Theatre. Poza tym jestem wielkim fanem scenografii Jerzego I Lidii Skarżyńskich – scenografia Skarżyńskiego do Sanatorium pod Klepsydrą to scenograficzny majstersztyk. Można obraz Hasa oglądać wielokrotnie, zatrzymywać na stop klatce, powiększać kadry i to jest każdorazowo fascynujące doświadczanie scenograficznego geniuszu.


Adam Kowalski (1978) – absolwent kulturoznawstwa Uniwersytetu Śląskiego i podyplomowego studium menedżerów kultury SGH, menedżer kultury, kurator projektów performatywnych i społecznych. Przez lata związany z Śląski Teatr Tańca w Bytomiu jako menedżer zespołu oraz Konferencji Tańca Wspólczesnego/Festiwalu Sztuki Tanecznej. Pomysłodawca i lider pierwszych edycji projektu Entree w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, producent spektakli plenerowych – m.in. „Jesus Christ Superstar”. Od pięciu lat związany z Centrum Scenografii Polskiej i Muzeum Śląskie, dyrektor artystycznym festiwalu Nowej Scenografii, kurator cyklu Mitologie Industrialnej Przestrzeni. Entuzjasta Górnego Śląska i jego dziedzictwa przemysłowego.